Translate

wtorek, 4 lutego 2014

Akcja burka


O Montrealu mówi się, że jest to miasto, w którym robi się sztukę, ale nie miasto, w którym się na niej zarabia. W Mile end - dzielnicy, w której mieszkam jest największy odsetek artystów ze wszystkich miast Północnej Ameryki. W związku z tym, że artystów jest dużo a pieniędzy na sztukę mało, każdy z moich znajomych ma na swoim koncie jakąś bardzo dziwną pracę. Brooks na przykład za pieniądze wziął udział w eksperymencie medycznym, gdzie testowano granice jego bólu. Bronwen natomiast ostatnio zajmuje się malowaniem wioseł od kanu.…??????…..……

Teraz przyszła kolej na mnie. Dostałam propozycję, żeby robić taneczny performance w przebraniu w dyskotece dla bogatych ludzi. Moja znajoma co tydzień projektuje i szyje nowe kostiumy dla tego klubu, a potem w nich występuje przez 2 godziny w środku nocy. Czasem na duże eventy zaprasza tancerzy z zewnątrz. Na wieczór, kiedy ja miałam tańczyć zlecono jej zaprojektowanie kostiumu z zakrytą twarzą - całą twarzą, łącznie z oczami! Zadanie to nie lada, bo trzeba to zrobić tak, żeby dało się w tym tańczyć. Do ostatniej chwili nie mogła nic wymyślić, zastanawiała się czy mnie nie odwołać, ale ja strasznie chciałam to zrobić. W przeddzień występu zaoferowałam, że jej pomogę. Znalazłyśmy przezroczysty, czarny materiał, który zarzuciłyśmy na siebie jak burkę. Z taką tylko innowacją, że zrobiłyśmy dziurę na czubku głowy, przez którą przełożyłyśmy włosy na zewnątrz materiału. Wyglądałyśmy jak duchy w perukach ;) Sukienki sięgały nam niewiele dalej niż za tyłek i były bardzo prześwitujące. Po spodem byłyśmy prawie gołe – tylko owinięte czarną taśmą, żeby nam cycki i trochę brzucha zakrywało. Niestety musiałam ogolić nogi i pachy. Wiem, też mi smutno, ale pocieszam się, że przecież kiedyś odrosną.


Kostium wyglądał mniej więcej tak. Niestety nie mam lepszego zdjęcia. Byłyśmy całkiem zadowolone z naszej kreacji. Seksy z klasą i trochę kontrowersyjnie (szczególnie w kontekście nowego absurdalnego prawa w Quebecku, które zakazuje noszenia burek!). Znajoma wysłała to zdjęcie swojemu szefowi, żeby potwierdził czy się nadaje.  Koleś odpisał w dniu występu, że wszystko fajnie fajnie tylko, że zapomniał wspomnieć, że kostium ma być nie czarny tylko pomarańczowy! Bo to jest event promujący jakiegoś wyjątkowego szampana, który na nasze nieszczęście ma pomarańczowe logo.

Zatem trzeba szyć od początku. Jedyny przezroczysty pomarańczowy materiał jaki udało nam się znaleźć był mdły i wyblakły. Musiałyśmy zrobić 2 warstwy. Kończyłyśmy to do siebie przyszywać 10 minut przed wyjściem. Dobra, udało się, wyrobiłyśmy się. Przymierzamy. Po założeniu kostiumu okazało się, przez tę podwójną woalkę bardzo mało widzę. Trochę mnie to zaniepokoiło w perspektywie tańca na szpilkach tak wysokich, że ledwo jestem w stanie ustać. Nie wiem jak wyglądam, bo się nie widzę (rzecz jasna), ale czuję się jak kretynka. Mam wrażenie, że w tym czarno pomarańczowym stroju prezentujemy się bardziej jako tanie sex-workerki na Halloween niż jak profesjonalne tancerki. Moja znajoma śmieje się przez łzy. Sypie speeda na pocieszenie. Nigdy nie brałam więc chętnie próbuję. Wciągamy i ruszamy w drogę.

W samochodzie jest bardzo śmiesznie. Jednak na miejscu energia się zmienia. Przebieramy się w brudnej kuchni. Leci głośne techno. Wychodzimy. W ciemnym klubowym świetle nie widzę przez woalkę ABSOLUTNIE NIC. Mogłabym sobie równie dobrze zawiązać sobie oczy. Znajoma prowadzi mnie za rękę do piwnicy i ciągnie mnie przez długi, czarny, niski tunel. Słyszę ludzi wokół siebie, ale ich nie widzę. Szarpią mnie za kostium. Podnoszą mi sukienkę. Podłoga jest wyłożona nierównymi cegłami. Ja na tych szpilkach, na speedzie. Jestem półnaga, wciągnęłam niewiadomoco i idę w ciemność. Gratuluję Kingo, tego jeszcze nie było. Docieramy na parkiet. Klub jest tak pełen, że nie da się tam szpilki w cisnąć, nie mówiąc już o tańczeniu. Ludzie nas popychają i szarpią. Znajoma zaczyna wrzeszczeć na kogoś po francusku. Ciągnie mnie za rękę, prowadzi do ochroniarza. Prosi go o interwencję. Ochroniarz (który jak sama nazwa wskazuje powinien nas chronić), odpowiada „you’re cute, of course they’re gonna touch you”. Znajoma obrzuca go soczystą bluzgą i obwieszcza mi, że wychodzimy. Wracamy do naszej kuchni. Ona dzwoni do szefa. Wrzeszczą na siebie po francusku. Ostatecznie dochodzą do kompromisu. Dostajemy porządną garderobę i zamiast tańczyć na szpilkach z zawiązanymi oczami na zatłoczonym parkiecie będziemy stać w miejscu w okolicy szatni i udawać ludzką rzeźbę. Przez 2 godziny stoimy obok szatni i bujamy się na boczki. Nudzi mi się, nogi mi wchodzą w dupę. Czasem ktoś podchodzi i robi sobie z nami zdjęcie. Wybija 3.00, wyłączają muzykę. Ufff. Koniec.

Znajoma jest oburzona. Pracuje tam od roku i mówi, że NIGDY jej się nie zdarzyło, żeby ludzie się zachowywali tak obleśnie. Mówi, że zazwyczaj to jest po prostu jakby iść na imprezę i się dobrze wyszaleć. Przychodzi jej szef z nami pogadać. Okazuje się, że to była Arabska impreza!!! A my w tych pomarańczowych burkach z odkrytymi nogami i włosami…. Epic fail.