Translate

piątek, 3 stycznia 2014

Co ja robię tu u u? Co ty tutaj robiiiiiisz?


Kurwa. Odczuwalna -41. Byłam dzielna. Nie załamałam się od razu. Spróbowałam. Założyłam kombinezon narciarski, zniosłam mój rower po stromej oblodzonej klatce schodowej i pojechałam rowerem do pracyy. W czwartki zajmuję się hangoutowaniem z moim autystycznym znajomym Stefanem. Bardzo go lubię i zawsze chodzę do niego z przyjemnością. Przez godzinę oglądamy High School Musical a potem idziemy na kanapki do Subwaya. Stefan wita wszystkich napotkanych na naszej drodze przechodniów. Każdemu chce uścisnąć rękę, czasem się udaje! W Subwayu wszyscy nas znają. Zamawiam mu kanapkę z indykiem na razowym bez sosu i dajet kole. Sobie kupuję elgrej i marchewkowego mafina. Potem siadamy na parę godzin i ja rysuję to, o co on mnie poprosi – ludzi, którzy poślizgnęli się na skórce od banana, pana sprzedającego lemoniadę, chłopca, który spadł ze schodów, ludzi śpiewających hymn Kanady – wszystko co robi dużo hałasu. Uwielbiam tę część naszego czasu razem, zawsze czekam w napięciu na nowy szalony pomysł co do rysunku. Potem jak nam się po 3 godzinach zaczyna nudzić idziemy do sklepu z kostiumami, w którym pracuje Christina. Christina jest moją przyjaciółką (to ta od historii z maczetą), która pracowała ze Stefanem przede mną.  Kiedy ją odwiedzamy, Stefan prosi ją, żeby założyła koronę i zeszła po schodach, podczas kiedy on i ja będziemy robić dla niej fanfary. Kupa śmiechu i ubaw po pachy. Ale wczoraj... Półżywa dojechałam do domu Stefana i jego mama była bardzo zdziwiona, że się pojawiłam w taką pogodę. Wyprawa do Subwaya została odwołana z powodu mrozu. Zamiast tego przez 5  godzin oglądaliśmy High School Musical czy tam inny serial dla modnych nastolatek. Jest to tortura nie tylko ze względu na seksistowską treść i żarty polegające na obrażaniu i poniżaniu swoich przyjaciół. Jest to tortura, gdyż Stefan wybiera sobie jeden z tych świetnych żartów i w kółko go przewija i oglądamy ten sam dialog 20 razy, uczymy się kwestii, dzielimy się na role i wcielamy się w nastoletnie gwiazdy z ekranu. Zazwyczaj robimy to przez godzinę. I wtedy nie narzekam. Ale wczoraj… po pięciu godzinach miałam mózg na lewej stronie. Odliczałam minuty do końca. Kiedy się skończyło już miałam dosiadać mojego rumaka, kiedy się zorientowałam, że zamek zamarzł. Kurwa. Oczywiście, że zamarzł. Nie wiem co ja sobie myślałam jak się zabierałam za jeżdżenie rowerem w taką pogodę. No nic. Po 15 minutach chuchania do środka zamka lód puścił. Pojechałam do sklepu zrobić wielkie zakupy, żebym już nigdy więcej nie musiała wychodzić na ten dwór. Jadąc do domu miałam wrażenie, że mi wiatr wciska w twarz połamane szkło i że się w lustrze nie poznam (o ile kiedyś w ogóle dojadę).   

Nie ma idealnego miejsca. Idealne miejsce do mieszkania nie istnieje. Zawsze jest coś off. Tutaj jest pogoda jest off. Tak się bronię przed pukającym do głowy pytaniem „Co ja tutaj robię?”

***
Obok komputera leży na moim biurku nowopoznany niebieskooki Amerykanin, którego prapradziadkowie pochodzili z Polski. Leży i śpi. Śpi w szaliku, który zrobiła na drutach jego polska praprababcia dla jego polskiego prapradziadka, kiedy ten miał iść na wojnę. Ale zamiast na Syberię wysłali go w ciepłe kraje i nigdy mu się ten szalik nie przydał. Za to mojemu koledze szalik przydaje się bardzo bo w Montrealu jest bardzo zimno. Kolega przyszedł do mnie z niezapowiedzianą wizytą. Wyciągnął dyktafon i nagrał ze mną wywiad dotyczący mojego życia w Montrealu. On mnie pytał po angielsku a ja mu odpowiadałam po Polsku. On nic nie zrozumiał. Było zabawnie. Dałam mu herbaty i czekolady po czym opowiedziałam mu o czarnych Polakach na Haiti. A teraz on śpi na moim biurku. Nie jestem pewna dlaczego wybrał to miejsce do spania,  ale wpakował się w jakąś słabą sytuację z mieszkaniami wynajął 2 mieszkania z tym, że w żadnym z nich nie chce mieszkać. I chyba dlatego śpi na moim biurku. Pomyślałam, że musi być mu niewygodnie więc zaprowadziłam go do naszego piętrowego łóżka dla gości.

***
Wróciłam właśnie z Sylwestrowej wycieczki. Pojechaliśmy do znajomych na działkę w górach nad jeziorem. Nareszcie udało się wyrwać z miasta. Dali mi takie specjalne przyrządy co się zakłada na buty, żeby łatwiej chodzić po głębokim śniegu. Kiedy stanęłam  na zamarzniętej tafli jeziora i zobaczyłam otaczającą mnie przestrzeń nagle zrobiło mi się więcej miejsca w mostku i poczułam jak rozluźniają mi się mięśnie wokół szyi. Całe moje pole widzenia wypełnił księżycowy krajobraz. Pozbawiony ciepła, koloru i dźwięku. Nic dziwnego, że Innuici mają ponad 20 słów na śnieg. Jezioro było w całości przykryte jedną gęstą, szarą chmurą. Leżałam na śniegu na środku jeziora i spijałam z nieba pustkę oczami i ciszę uszami. Kiedy wybrałam się na podbój lodowych wysp śnieg pod moimi stopami robił taki dźwięk jakby go bolało, że po nim chodzę.
Wzięłam ze sobą aparat, ale migawka zamarzła więc nie ma zdjęć.
***

Były święta. To już trzecie święta poza domem. Był śledzik były kolędy i były dary. Dostałam od Brooksa czerwoną komodę a w czerwonej komodzie zielony karnet na 3 miesiące jogi! Juhuuuuuu! Ja w tym roku nie miałam pieniędzy na prezenty więc dałam mu własnoręcznie uszytą różową smoczycę ze srebrnymi skrzydłami.
W pierwszy dzień świąt przyjechała mama. Mama kryminalistka przemyciła w walizce ogórki kiszone, nalewkę pigwową i dżemik dyniowy własnej roboty. Władze kanadyjskie się nie skapnęły. No i w związku z tym mniam mniam pyszotka miałam dziś ten dżemik na śniadanie do owsianki. Mama przywiozła ze sobą dużo ciepełka i dużo wspaniałych darów. Jej przyjazd był wakacjami od wszystkich napięć i trosk. Zwiedzałyśmy muzea, poszłyśmy do cyrku Solei!, objadałyśmy się pysznościami i wylegiwałyśmy się w łóżku oglądając jakże wciągający serial Homeland. Matka wariatka przyjechała tylko na 5 dni :(((( Więc teraz muszę zrobić back to reality i się zastanowić co ja mam ze sobą począć na tej Syberii...

4 komentarze:

  1. Kinia, uważam, że pomysł jeżdżenia na rowerze przy temperaturze -41 stopni, bije na głowę wszystkie Twoje dotychczasowe szaleństwa, które do dzisiaj wydawały mi się absolutnie nie do pobicia. Kiedy sobie przypomnę, że podczas spaceru przy -16 stopniach uznałaś, że zaraz odpadnie Ci twarz (ja miałam podobne odczucie) zupełnie nie mogę rozkminić, jakim cudem wykoncypowałaś taką idee. No cóż - nie przestajesz mnie zaskakiwać… Młodość, szaleństwo, fantazja! (głupota, nieodpowiedzialność, brak wyobraźni)* - niepotrzebne skreślić.
    Teraz czekam z napięciem na wezwanie od władz kanadyjskich w sprawie rzekomego przemytu produktów spożywczych na teren tego pięknego kraju. Czy sądzisz, że odnajdę się w więzieniu w Kanadzie?
    I tak Cię kocham najbardziej <3
    Mum

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobiety a ja uwielbiam Wam Obie :))) Jesteście niemożliwe obie:) a historie Kinie i śmieszą, wzruszają, zaskakują ....i dają do myślenia.
    Pozdrawiam Was Obie
    Bogusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Kinia, ale jesteś w formie! Na szczęście -41 nie zmroziło Ci klawiatury komputera ani mózgu. Strasznie fajnie się czyta o Twoim zderzeniu czołowym z lekkim przymrozkiem ;-) A 5-dniowy wypad Mamusi jakoś mnie nie dziwi... Sciski i dużo europejskiego ciepła Ci przesyłam. P

    OdpowiedzUsuń