Translate

sobota, 13 lipca 2013

Byl sobie las


- Babciu, jak jestem u ciebie, to zawsze chodzimy ta sama droga. Moze tym razem skrecimy do lasu?
- Do lasu? Do jakiego lasu... Widzisz, jakie nam tu rowy narobili ciezkimi wozami? Wywoza drzewa z lasu a nam zostawiaja rowy. Kiedys byl tu piekny debowy las. Ale teraz nie ma juz lasu...

Tam, gdzie kiedys stal mur drzew, teraz roztacza sie widok na pusta przestrzen porosnieta wysoka trawa. Stoje na skraju zaginionego lasu, ktory pomietam z dziecinstwa jako wielki, ciemny i straszny. Fascynowal mnie, ale nigdy sie w niego porzadnie nie zanurzylam. Glownie chyba dlatego, ze nie za bardzo lubilam chodzic, a poza tym balam sie, ze sie zgubie. To, ze las byl, jest i bedzie wydawalo mi sie tak oczywiste jak to, ze slonce wstaje i zachodzi, wstaje i zachodzi. Ale jak widac fakt, iz las stal w tym samym miescu przez dwadziescia dwa lata mojego zycia, wcale nie znaczy, ze bedzie tam stac takze w roku dwudziestym trzecim. 

      - Jak to? - nie moge uwierzyc - Nie da sie tego jakos powstrzymac? Nie mozna czegos zrobic, zeby nie wycieli wszystkich drzew?
      - Wiesz, taka jest gospodarka lesnictwa. Chca na lesie zarabiac. Moze, jakby wszyscy mieszkancy wsi sie przykluli do tych kilku drzew, ktore jeszcze stoja, to by sie cos ostalo. Ale z tego co wiem, to ludzie nie maja tu takich pomyslow.

Babcia nie pozwala mi isc do niewidzialnego lasu. Mowi, ze trawa jest mokra i mi buty przemokna.
Kontynuujemy w milczeniu spacer po szosie. 

- Kinga, a ty sie przytulasz do drzew?
- Wiesz, kiedys sie tam przytulalam. A co? Chcesz sie przytulic?
- No...
To chodz, przytulimy sie do tego duzego debu.