Translate

sobota, 30 marca 2013

Super mama



Misja odebrania mamy z lotniska w Limie nie byla latwa... Tuz po powrocie z ayahuaski zgubilam moja karte debetowa i zostalo mi 15 dolarow na 3 dni. Mialam na szczescie kupiony bilet na samolot, po diecie u Luisa wiedzialam, ze bez jedzenia przezyje, ale nie bylam pewna, jak zaplace za noclegi oraz autobusy na i z lotniska. Nie zebym sie jakos specjalnie martwila. Wiedzialam, ze sie wszystko uda, tylko bylam ciekawa jak.

Wzielam bizuterie, ktora wyprodukowalam w dzungli i usiadlam na chodniku na centralnym placu w Iguitos.  Malo ludzi, sami miejscowi. Nic sie nie sprzedaje. Slonce prazy. Ale ja sobie cierpliwie sobie czekalam. Bawie sie w sklep jest super. Podchodzi do mnie dziadek z lodami. Pyta czy chce loda. Ja, ze jasne tylko, ze nie mam kasy. Chlopak na lawce na przeciwko slyszy to i sie smieje. Placi za mojego loda. Wybieram kokosowego. Jest cudowny. Chlopak podchodzi do mnie. Kuca niezdarnie obok mojego kocykowego straganiku. Pyta czy jadlam obiad. Ja z duma, ze nie. Zaprasza mnie na chinczyka. Zmyslam, ze mam wspanialego chopaka, ktory lada dzien do mnie przyjedzie i obsypie mnie prezentami, zatem jesli to jest propozycja randki to lepiej sie jeszcze troche poglodze. Ustalamy, ze bedziemy amigos, nic wiecej. Zwijam kocyk i wsiadam w motoriksze (jedyny srodek transportu w Iquitos). Nowy kolega mowi taksowkarzowi - "zawiez nas do najlepszego chinczyka w miescie!"

Zamawiam ryz z warzywami. Jest to moj pierwszy prawdziwy posilek po powrocie z diety. Smakuje nieziemsko. Usmiecham sie jak glupia i z namaszczeniem rzuje kazde ziarenko. Chlopak jest z siebie bardzo zadowolony. Peruwianczyk. Swierzo upieczony lekarz wojskowy. Nigdy wczesniej nie rozmawial z obcokrajowcem, a co dopiero z takim loco jak ja. Wiec to cale spotkanie jest dla niego bardzo ekscytujace. Opowiada mi, jak to skonczyl prace i postanowil, ze to bedzie dzien inny niz wszystkie. Poszedl na plac, na ktory nigdy nie chodzi. I sam usiadl na lawce - a jak uwaza to jest w ogole nie do pomyslenia, zeby sie w miescie pokazac samemu. No i wtedy zaczal na mnie patrzyc. Zrobilo mu sie szkoda, ze nikt ode mnie nie nic kupuje. Jadl loda i sie zastanawial czemu ja nie jem loda skoro jest tak goraco. Serce mu zamarlo jak sobie pomyslal, ze moze mnie na loda po prostu nie stac. I postanowil mnie uratowac. (Czy dziewczynke z zapalkami ktos w koncu uratowal?)

Musze przyznac, ze bylam mu niezwylke wdzieczna, ale niestety nie za bardzo go polubilam. Mial mocno seksistowski sposob bycia, ktory mnie koszmarnie irytowal. Zatem pojawily sie we mnie powazne watpliwosci, co do moralnosci mojego postepowania. Ale pomyslalam, ze on sie czuje w tej sytuacji jak gwiazda filmowa, tudziez zbawiciel swiata. Ja mam co jesc. Zatem wszyscy szczesliwi i nie ma co tu miec skrupulow.

Zoladek tak mi sie skurczyl, ze bylam w stanie zjesc tylko 1/5 tego, co dostalam na talerzu. Reszte wzielam w pudelko na wynos i starczylo mi na kolejne dni. Zatem kwestia jedzenia zostala rozwiazana. Ale ciagle trapilo mnie czym zaplace za hostel i za autobus na lotnisko po mame. Musialam cos sprzedac. Zatem zowu z wisiorkami na ulice. Usiadlam obok handlujacego hipisa z Chile. Mial duzo wiecej bizuterii niz ja i byl bardziej "true" ;P W sensie, ze z tego zyje i wie, jak sprzedawac. W przeciwienstwie do dziewczynki z Polski, ktora najchetniej wszytskie swoje wisiorki rozdalaby ludziom za darmo. Posiedzielismy z 2 godziny. Pogadalismy. Kolega mily, przystojny. Bardzo sympatycznie, ale nic sie nie sprzedalo. No i wtedy on  postanowil, ze nauczy mnie, jak to sie robi. Zapytal ile potrzebuje. Ja, ze 20 soli. Upletlismy 20 branzoletek, ktorych zrobienie zajmuje 3 minuty (dla porownania moj naszyjnik wymaga 3-4 godzin) i zaczelismy chodzic po ludziach sprzedajac jedna branzoletke za 1 sole. Mielismy do tego historyjke, ze to jest branzoletka z wrozba - myslisz zyczenie, jak wiazemy na rece i kiedy ci sama spadnie to zyczenie sie spelni. I ludzie na to poszli! Sprzedalismy wszystko w niecala godzine. Chilijczyk nie chcial wziac z tego ani grosza. Na dodatek postawil mi kolacje. Mialam na autobus. Pani w hostelu zgodzila sie, ze zaplace jej za noclek naszyjnikami. Bylam uratowana! Wniosek z tego, ze moj glos i uroda 12 latki, ktore zazwyczaj tak przeklinam przydaja sie w kryzysowych sytuajach. Nie musze nawet ust otwierac. Mam na czole napisane - zaopiekuj sie mna. Chyba dzieki temu jeszcze ciagle zyje.

Na przyjazd mamy umylam sie za uszami, uczeslam wlosy, wypralam wszystkie ubrania, zrobilam awokadowe kanapki i wycisnelam sok z mango. Bo moja mama najbardziej wlasnie lubi awokado i mango. I nawet sie nie spoznilam na lotnisko. Wszystko sie udalo! Przyjechaly z Klaudia cale i zdrowe. Oj wielka to byla radosc zobaczyc moja mame po 9 miesiacach :) Na spotkanie zalozylam moje najladniejsze ciuchy. Jednak nie uszlo jej czujnemu oku to, ze w butkach przydeptuje sobie pietki. No, bo poszlam w takich trampkach, co znalazlam w hostelu w Ekwadorze. O dwa numery za malych, ale Conversach ;) Zatem juz pierwszego dnia mama zabrala mnie do sklepu, zeby mi kupic nowe tenisowki (ktore z reszta ukradli mi dzis rano, ale to juz inna historia...).

Z mama bylo wspaniale. Wyprzytuala mnie, ugotowala mi, rozsmieszala mnie do bolu brzucha, dala 3 razy wygrac w karty i zafundowala szalowe wycieczki. I przywiozla mi okulary, ksiazke o szmamnach i muzyyyyke!!! Bo moja empetrojka sie zepsula wieki temu, zatem jestem zanurzona w audiosferze latynoamerykanskiej, ktora poza salsa jest koszmarnie koszmarna. Poczulam sie znowu jak na wakacjach! Nawet mi sie udalo calkiem dobrze rozchorowac - chyba podswiadomie po to, zeby mama sie mna troche zaopiekowala.

Kiedy w zeszlym roku przyjechala do mnie do Kanady, juz drugiego dnia skrecila kostke. Tym razem, jak tylko doleciala do Cusco, dostala 40 stopniowej goraczki. Moze ona tez lubi zebym ja sie nia zajela? Ale jak tylko wydobrzala to nadala wycieczce ostre tepo. Prawie codziennie pobudka przed siodma i sio zwiedzac. To ona wyciagnela nas na droge smierci...

W Boliwii maja najniebezpieczniejsza autostrade swiata. Waska, stroma, kamienista sciezka biegnie tuz nad zboczami ostrych gor, wije sie pod wodospadami i przecina mrozne strumienie. Dzis droga jest zamknieta dla normalnych pojazdow, gdyz za duzo ciezarowek ladowalo na dole... Za to mozna nia zjechac na rowerach... 4 godziny zapierdalania z gorki. Predkosc, przestrzen i wiatr. Byl szal! Ale rece bolaly jak cholera. Z 22 osobowej grupy rajd ukonczyla zaledwie polowa... Powywalali sie, popsuli rowery, albo wymiekli fizycznie. Jedna dziewczyna przeleciala przez rower, upadla twarza w zwir, po czym przejechal po niej nasz instruktor. Coz... Nie zdazyl wyhamowac... Dziewczyna stracila przytomnosc, zabrali ja do szpitala. Ostatecznie tylko sie poobijala, ale wstyd byl, bo instruktor nie dosc ze ja przejechal, to nawet nie potrafil udzielic pierwszej pomocy na miejscu.... W kazdym razie nam sie nic nie stalo, wszystkie ukonczylysmy trase w zawodowym stylu. Nie wiedzialysmy o wypadku, wiec zapierdalalysmy jak trzeba i mama mnie nawet czasem brala na zakretach. Musze powiedziec, ze mi niezle zaimponowala...

Teraz wakacje sie skonczyly, mama pojechala do domu, a wracam do podrozowania.

*** WYSPA SLONCA // BOLIVIA

phot by Klaudia

phot by Klaudia // kontaktujemy sie na Drodze Smierci, w tle wodospady

*** TITIKAKA



*** W LA PAZ CHYBA NIE LUBIA DEMOKRACJI... 







sobota, 23 marca 2013

Dieta

O ayahuasce pierwszy raz uslyszalam, jak mieszkalam w Montrealu z dziewczynami, jeszcze bez Brooksa. No wiec przychodzi do mnie kiedys Meghan i mowi, ze dzwonil Brooks i sie pyta, czy moze ze swoimi znajomymi w naszym domu zorganizowac jakis indianski ritual, gdzie wszyscy biora silne halucynogenne narkotyki i ostro przy tym rzygaja. Spojrzalam na nia z niedowierzaniem i odrzeklam, ze chyba zwariowal. Bylysmy trzy na nie, wiec temat umarl.

Dopiero przed wyjazdem do Ameryki Poludniowej zrobilam troche wiecej rozeznania i powolutku zaczelam sie do niej przekonywac. Dowiedzialam sie, ze ayahuasca to najpotezniejsza z roslin Amazonii,  od wiekow wykorzystywana przez Indian do  leczenia wielu chorob ciala i duszy. Dobry szaman zanim pozwoli ci wziac ayahuasce poprosi cie o to, zebys podal mu przemyslany powod, dla ktorego prosisz rosline o pomoc. Obcokrajowcy, ktorzy przyjezdzaja do dzungli prosto z wielkich miast musza najpierw odbyc diete oczyszczajaca, zanim moga przyjac ayahuasce. Jesli ktos powaznie podchodzi do sprawy powinien raczej zdecydowac sie na dluzszy proces, niz na jeden strzal. I na ten czas nalezy zawiesic swoje racjonalne, krytyczne myslenie, zaufac roslinie oraz szamanowi.

Bylam u Luisa 9 dni. Luis ma 45 lat, zone i osemke dzieci. W wieku 20 lat postanowil ze zostanie szamanem, zeby pomagac bardzo wielu ludziom. Poszedl do szefa swojej wioski i poprosil, zeby go przyjal na nauki. Ten odmowil. Powiedzial mu ze jest za slaby, ze nie uda mu sie przyjsc tej drogi. Zatem Luis postanowil sam sie nauczyc. Przez 10 lat sam siedzial w dzungli bral ayahuasce I staral sie ja poznac i zrozumiec. W wizjach przychodzily do niego kwiaty, ktore opowiadaly mu o leczniczych roslinach, uczyly o zwierzetach i insektach. W swojej drodze wylonily mu sie trzy zasady ufac roslinie, zachowac spokoj cokolwiek przychodzi, kozystac ze szczescia dopoki jest dobrze, zeby miec sile przetrwac to, co trudne. 

 Dostawalam jesc raz albo dwa razy dziennie – wode, ryz i warzywa bez przypraw. Musialam odstawic wsszystkie leki i nie wolno mi bylo uzywac zadnych chemikaliow. Mieszkalam sama w malutkiej hatce dzungli. Byla piekna. Ze slomianym dachem i scianami z zielonej moskitiery – tak, ze bedac w srodku mialalam widok na wszystkie rosliny i ptaki wokol. Dom Luisa znajdowal sie 15 minut spacerkiem przez las, ale raczej nie wolno mi bylo tam chodzic. Luis od czasu do czasu pyrzychodzil ze mna gadac, a jego dzieci przynosily mi posilki. Pierwszy raz od 7 miesiecy mialam swoj wlasny pokoj i moglam prawdziwie odpoczac. No i byl przy mnie Luis, ktorego praca bylo opiekowanie sie mna, wysluchiwanie moich problemow, leczenie mojego brzucha i serca. Boze jaka ja bylam szczesliwa, ze moge sie na chwile zatrzymac i miec mezczyzne, ktory sie mna zajmie. Bo jak sie podrozuje, to czlowiek jest caly czas bezdomny . I jeszcze ja jako kobieta podrozujaca samodzielnie, musze caly czas miec sie na bacznosci i walczyc z tymi wszystkimi facetami, ktorzy ciagle cos ode mnie chca. Luis mial energie cieplego, kochajacego ojca i nareszcie mozna bylo mu zaufac. Cudowne tez bylo, ze przychodzily do mnie kolorowe jaszczurki, male malpki, kolibry i papugi. Kiedy nie bralam ayahuaski mialam trzy aktywnosci ktore wypelnialy moj czas – joga, czytanie, plecenie naszyjnikow. Dnie byly piekne - cielpe i sloneczne. Moj wzrok nasycala gleboka zielen gigantycznych drzew. Moj sluch spiewy ptakow, wrzaski zab i glosny szum wszeczobecnych insektow.

Noce byly trudne. W nocy byla inna energia. Wszystko nagle stawalo sie straszne. Najgorsze byly dzwieki dzungli. Huki, wrzaski, krzyki z lasu, jakby zarzynanie niemowlat . Luis mi cierpliwie tlumaczyl zrodla tych okropnych odglosow  –  “Tak robi ropucha, a tak robi dzika kura. Tak robi sowa, a tak insekty”.  Ale niestety na niewiele sie to zdawalo. W snach przychodzily do mnie wizje z ayahuaski. Zamykalam oczy i widzialam te same kolory i swiatla. Balam sie ze wariuje. Nie  bylo pradu, a po ciemku nie za bardzo jest co robic wiec lezalam w lozku i staralam sie nie umrzec ze starchu. Z kazdym dniem diety moje sny byly coraz bardziej wyrazne i coraz bardziej makabryczne. Mialam takie szkatulkowe sny. Ze cos strasznego mi sie dzieje budze sie, po czym okazuje sie ze jednak caly czas spie i tak 10 razy zanim rzeczywiscie uda mi sie obudzic. Luis dzielnie mnie uspokajal, ze to jest konieczny element oczyszczania mojego organizmu, ze wylaza brudy. Ale ja swoje – ze dostaje psychozy i ze do konca zycia bede sie bala spac. 

Potem sie budzilam,a do mojego domku zagladalo zielonkawe swiatko, zdawalam sobie sprawe, ze te wszystkie leki sa tylko produktem mojej glowy. Zatem postanowilam nauczyc sie nie myslec. Tylko oddychac, cokolwiek robie. Zakaz rozmawiania ze soba. Tylko sluchanie serca, oddechu i ogladanie roslin. Kazdego dnia moje zmysly sie wyostraly i zblizalam sie coraz bardziej do siebie. Bylam oporna w sprawie porzucenia mojego umyslu - w sumie bardzo go sobie cenie :P Ale po jakims czasie zrozumialam, ze bede w harmonii dopiero kiedy moj rozum, cialo i dusza beda isc jednym krokiem i wazyc tyle samo. Dlatego na razie staram sie przykrecac radio w glowie. 

Jakby ktos sie chcial wybrac do Luisa, sluze pomoca :)

W ogole ciezko mi sie o tym pisze. Wlasnie dlatego, ze bylo to doswiadczenie emocjonalne a nie racjonalne. Do poczucia a nie do pomyslenia. Dlatego pisanie o nim jest od poczatku spisane na kleske. Ale bylo na tyle wazne, ze chcialam sie podzielic na tyle na ile potrafie.

***

Moj tata oficjalnie mnie poinformowal, ze przestaje wchodzic na mojego bloga bo sie boi… Zatem obiecuje, ze to juz ostatni post o halucynogenach. I wrzucam tez troche zdjec z serii dzieci i zwierzeta. Niestety glonie martwe te zwierzeta, ale probowalam. Moze to sie bardziej spodoba…

















wtorek, 12 marca 2013

Madrecita ayahuasca

W nocy bylo tak ciemno, ze nie mialo znaczenia czy mam otwarte czy zamkniete oczy. Czekalam na Luisa bujajac sie w hamaku. Staralam sie nie spac i nie myslec. Nie myslec o szczurze, ktory biega w te i spowrotem na belce zawieszonej nad moja glowa. Ani o wielkiej cmie ze swiecacymi na czerwono oczami, ktora przykleila mi sie do moskitiery. Ani o tym, co w dzungli wydaje tak przjmujace jeki. Ani o ryzyku rozwiniecia psychozy spowodowanej zarzywaniem substancji halucynogennych. Ani o gorzkim smaku ayahuaski, ktory na samo wspomnienie przyprawia mnie o silne mdlosci. Bujalam sie i cierpliwie czekalam przez najdluzsze dwie godziny w moim zyciu.

Intencja. Trzeba wypowiedziec swoja intencje. Poprosic rosline o pomoc. Ja przyszlam tam po to, zeby sie rozliczyc z moja dziura w mostku. Mam tam taka krwawa dziure po bombardowaniu. Dziure na wylot, ze reke mozna przelozyc. Normalnie nie widac, bo chowam pod bluzka, ale jest tam odkad pamietam. Zatem prosze ayahuasce o pomoc z ta dziura. Mam podejzenia skad ona tam sie wziela i boje sie cholernie wracac w tamte miejsca, ale wiem, ze wszystkie strachy mialam w glowie. W secrcu spokoj. Ono wie, ze roslinie mozna zaufac. Ze ayahuasca to jest lekarstwo a nie trucizna. Ze jedyna osoba, ktora moze mi zaszkodzic jestem ja jesli nadal zamierzam myslec te okropne mysli. Bujalam sie tak dlugo az wytrzeslam strach z mojego ciala.

Przyszedl. Powiedzialam mu - "ej wiesz mam szczura w domu". Usmiechnal sie tym swoim zabujczo lagodnym usmiechem, ktory jakos zawsze napelnia moje serce spokojem i odpowiedzial krotko - "kolezanka", po czym przeprowadzil mnie przez las oswietlajac sobie droge komorka. Na sciezce spotkalismy zabe wielkosci glowy dziecka.

Wnetrze domu ceremonialnego otulal cieply blask swiec. Czekalo tam w milczeniu trzech bardzo chudych chlopcow. Luis zapalil papierosa, otworzyl plastikowa butelke z pomaranczowym plynem i wpuscil do niej struzke gestego dymu. Wzial do reki drewniana czarke i nalal pierwsza porcje. Podniosl ja do ust i zaczal nucic delikatna piesn, ktora Indnianie nazywaja icaros. Kazdemu z nas nalewal inna porcje i kazdemu wyspiewywal inna podroz. Ja dostalam bardzo lagodnego Ikara. Jakby Lusi calym swoim jestestwem skupil sie na tym, zeby wydobyc z siebie najspokojniejsza melodie jaka istnieje. Letwie go bylo slychac. Oj jaka bylam szczesliwa. Juz sie wtedy nic a nic nie balam. Podeszlam i z usmiechem przechylilam czerke jednym haustem dobijajac dna, zeby jak najkrocej czuc smak ayahuaski w ustach. Za kazdym razem kiedy ja pilam myslalam "boze boze jakie to jest niewyobrazalnie oblesne". Ale wiedzialam, ze to nie sa dobre mysli. Ayahuasce nie mozna mowic byle czego. Trzeba jej mowic ze jest piekna. Ona lubi komplementy.
Wrocilam na swoj materac i ograniczylam egzystencje do oddechu, zeby jak najdluzej wytrzymac nie wymiotujac. Luis zdmuchnal swieczke.

Przyszla do mnie powolutku. Wslizgnela sie bardzo lagodnie przez prawa strone szyji, po czym zaczela rozrastac i wic sie w calym moim ciele. Czasem przestawala i peczniala w jednym miejscu. Przyszly mdlosci, ayahasca pokazala mi swoje wsciekle kolce. Szybko zwymiotowalam, polozylam sie na plecach i odlecialam. Poczulam wiatr we wlosach i slonce na policzkach. Podnioslam oczy do nieba i zobaczylam spadajace w moja strone wrozki lesne. Mialy lokorowe sukieneczki i male przezroczyste skrzydelka. Wyladowaly w moich wlosach i rozbawione laskotaly mnie koncowkami miekkich kosmykow. Podszedl do mnie tygrys i zaprosil na przejazdzke. Naga polozylam sie plecami na jego futrzastym grzbiecie i dalam sie poniesc przez wysokie trawy. Obloki plynely po niebie a wrozki w towarzystwie wiatru harcowaly mi we wlosach. Z czasem w rytmicznym biegu tygrys i ja stalismy sie jednym. Dostalam od niego cala jego sile i madrosc. Znalazlam sie na rozleglej polanie. Stalam na trawie z otwartymi ramoinami naprzeciw slonca. Nagle poczulam, jak czubki palcow moich stop odrywaja sie od podloza. Wrozki lecialy ze mna w strone slonca. Wygielam sie do tylu tak, ze promienie swiatla trafialy prosto w moj mostek. Ciepla, kojaca energia zaczela otulac pustke w mojej klatce piersiowej. Z kazdym wdechem przyjmowalam wiecej i wiecej swietlnego nektaru, a dziura w moim ciele zaczela sie goic. Strumien swiatla wlal mi sie w punkt miedzy brwiami i splynal po wszystkich kregach nakreslajac os mojego ducha. Zorientowalam sie, ze slonce wcale nie jest palace. Ze moge sie do niego zblizyc. Bylo ciepla pulsujaca kula. Wtulilam sie w nie i przywarlam do niego cala powierzchnia mojego ciala absorbujac jego energie przez wszystkie pory mojej skory. Kiedy sie nasycilam stalam sie lisciem i kolysana wiatrem opadlam w strone ziemi.

Obudzilam sie lezac na plecach na trawie. Chwile po tym z nieba spadly wrozki. Wyladowaly na moich policzkach. Skakaly po nich jak na trampolinie i nozkami odciskaly na mojej buzi sliczne piegi. Kiedy skonczyly sie bawic zdecydowaly, ze czas zabrac sie do pracy. Przemaszerowaly przez moje cialo i usiadly na brzegach mojej dziury. Wolniutko i z czuloscia zaczely dmuchac w serce rany. Potem wrzucily tam platki kwiatkow i liscie drzew. Wskoczyly do srodka wymieszaly wszystkie skladniki, dodaly troche magiocznego pylku. Rosliny zaczely wypuszczac korzenie i peczniec w moim wnetrzu. Pustka we mnie wypelnila sie gestymi pnaczami. Na koniec miedzy moimi piersiami wyrosl male zielone wzgorze pokryte ziolami i drzewkami bonzai.

Bylam bardzo szczesliwa i kiedy mi sie zdcawalo, ze to juz koniec, ze moge wstac i sie zebrac do wyjscia, trawa na ktorej lezalam przywiazala moje rece i nogi do podloza. Oj zleklam sie. Jej zdzbla zaczely rosnac z zawrotna szybkoscia i owinely sie wokol calego mojego ciala tacznie z twarza tak, ze nie bylam w stanie zaczerpnac oddechu. Stalam sie trawiasta mumia, wielkim kokonem. Ziemia wessala mnie do srodka. Balam sie panicznie ze mnie wystawia na probe, ze mnie grzebie zywcem. Ale nic z tych rzeczy. Ziemia zaprosila mnie pod powierzchnie nie po to zebym umarla, ale po to, zebym poczula jej moc. Wziela ze mna kilka spokojnych, glebokich oddechow, po czym wyplula z powrotem na powietrze. Ocknelam sie szczesliwa i przemieniona.

Rano zbadalam dokladnie stan mojego umyslu. Nie wykrylam slaadow psychozy. Rzeczywistosci byla na swoim miejscu. Czulam sie piekna i lekka. Luis obmyl moje cialo mrozna woda z rzesko pachnacymi ziolami. Listki przykleily mi sie do ciala. Reszte dnia spedzilam pielegnujac rodzace sie w mostku uczucie wdziecznosci.

piątek, 1 marca 2013

Amazonia



Waskie, dlugie canoa z motorkiem. Na brzegach siedza ludzie, po srodku mur zakupow siegajacy dachu. Wszystko czego nie da sie dostac w wioskach polaczonych z “cywilizacja” jedynie za posrednictwem rzeki. Kartony pelne makaronu, tunczyka w puszce i warzyw, szafka kuchenna, skuter, bezyna. Przede mna stoi pudelko z dziurka. W dziurce ruszajace sie piorka. Pudeko samo chodzi. Na  podlodze spiace dzieci kocykach. Pod nami zolwie, piranie, wodne boa i Bog wie co jeszcze. Mija nas ziejacy pustka plywajacy hotel, statki transportujace tiry I male lodeczki wystrugane z jednoego kawalka drewna.  Na pare dni moj swiat ograniocza sie do trzech kolorow – zielony, niebieski i zgnilo-brazowy.  

W ekwadowianskim miasteczku granicznym policja zaprasza mnie zebym spedzila noc w budynku imigracji – tam gdzie przynija sie pieczatki w paszportach. Tego dnia nikt nie pracuje, wiec jest zupelnie pusty, caly dla mnie. Proponuja mi lozko z moskitiera. Troche brudno, ale sie godze. Czestuja mnie wodka. Grzecznie odmawiam. Wracajac z wieczornego spaceru zastaje policjantow kompletnie zalanych. Zamykam sie szczelnie, wpycham moskitiere w lozko i staram sie wierzyc, ze wszystko bedzie dobrze. W nocy chce mi sie siku. Ide z latarka do lazienki. Sciana zaczyna sie ruszac pod promieniem swiatla. Zamykam drzwi jak najszybciej i staram sie zapomniec o tym co przed chwila zobaczylam. Zamiast tego przez reszte nocy wyobraza mi sie jak karaluchy wypelzaja z lazienki, wslizguja mi sie pod moj kocyk, wpychaja mi sie do ust, nosa i uszu. Siki gniota mi mozg. Staram sie rozstrzygnac co jest gorsze – lazienka z karaluchami, czy trawnik z pijanymi policjantami. Ostatecznie robie pierwsze w zyciu siku do butelki. 

O swicie przeplywam granice i jestem w Peru. Przygarnia mnie do siebie pani Lastenia - kucharka z wioski. Wieszam hamak w jej pustej restauracji. Place jej tylko za jedzenie. W domu pani Lastenii pod piecem mieszka piec zolwi dlugich jak moja noga od stopy do kolana. Zupa z zolwia podobno bardzo smaczna, nie probowalam. Po katach rozsypana smierdzaca trutka na szczury. Przez srodek restauracji paraduje dwadziescia razy za duzy czarny zuk. 
Rodzina codziennie budzi sie o 5 rano. Jemy sniadanie, a potem przechodzimy do czynnosci zajmujacej wiekszosc zycia mieszkancow Pantojy, czyli siedzenia i czekania. Prad daja od 18 do 23. Starcza zeby obejrzec wieczorem dwie telenowele. Nie ma internetu oczywiscie. Dzieci to jeszcze sie bawia ale doroli nie robia nic. Niektorzy pija jak jest za co. Ale glownie nie ma za co. Czekanie jest esencja tego miejsca. Wiekszosc mieszkancow jest bezrobotna, zatem calymi dniami siedza przed domem, patrza na rzeke i czekaja az przyplynie lodka. Latwo wsiaka we mnie nastroj wyczekiwania. Chce jak najszybciej dotrzec do Iquitos, zeby nie spoznic sie na samolot mamy. Zatem wystawiam zydelek na ganek, siadam I patrze sie w rzeke. I tak przez 4 dni. 

Kiedy sie tak patrze, przed nosem przemyka mi dziecko. Dziecko ma ogon. Interesujace. Biore aparat i gonie dziecko. Dziewczynka o imieniu Poranna Rosa odwraca sie do mnie powolutku i niesmialo spuszcza wzrok. W jej klatke piersiowa wczepiona jest mala, czarna malpka. Malpka zawinela swoj chwytny ogonek na plecach dziewczynki, stad moja poczatkowa pomylka. Tata Rocio zabil na polowaniu mame malpki a potem zjadl. Dziecko malpy zabral do domu i sprezentowal coreczce.
Innym razem przyplywa canoa z jedzeniem. Podbiegaja dzieci zrobic rozladunek. Kazdy chwyta martwe zwierze. Dwuletnia dziweczynka ciagnie po ziemi za skrzydlo wielkiego, czarnego ptaka. Dwujka dzieci dzieli ciezar gigantycznej ryby z kolcami. 

Alarm! Zgubilo sie dwuch amerykanskich turystow w dzungli. Mama chlopca zawiadomila ambasade, bo od miesiaca nie dawali znaku zycia. W internecie pojawila sie informacja ze nie zyja. Ameryka oglasza ze region w ktory jestem jest szczegolnie niebiezpieczny i ze turysci powinni sie stamtad trzymac z daleka. Na fejsbuku  strona ku pamieci pieknej pary. Znajduja ich po 2 dniach. Calych i zdrowych. Jedynie zarzenowanych cala ta sytuacja. Otoczeni sztabem wojska z kolorowymi batonikami w rekach gapia sie tepo w obiektywy kamer i aparatow. Przyslali lodke z burmistrzem i samolot z dziennikarzami. Pani z urzednik wylewa na nich stokrotne przeprosiny w imieniu Peru. Oni ze jesli ktos tu ma przepraszac to mama, ktora zasiala taka panike… Wszyscy ich znajomi mysla z umarli. Moze pozarly ich piranie, a moze dzikie plemie kanibali? Nic z tych rzeczy. Zapomnieli zadzwonic do mamy. Swietnie sie bawili i chca zeby dano im spokoj. Mamo nie zrob mi takiego numeru bardzo cie prosze!

Bez watpienia dla mieszkancow Pantojy bylo to wydarzenie sezonu jesli nie roku, ktorym beda zyc jeszcze przez wiele tygodni. Myslalam, ze moze zalapie sie na samolot, ale ostatecznie zabrala mnie rzadowa lodka. Superszybka. To co normalnie robi sie w cztery dni my zrobilismy w jeden dzien. No i za darmo. Robimy postoj w polowie drogi jakims malym miasteczku. Mowia ze mi postawia obiad. Jeden z funkcjonariuszy wsadza mnie na skuter I gdzies zawozi. Zostawia mnie przed domem, mowiac zebym zaczekala na reszte w srodku, po czym odjezdza. Wchodze spodziewajac sie obiadu. Okazuje sie ze to nie restauracja, ale czyjs dom. Meski glos zaprasza mnie, zebym rozgoscila sie w pokoju. Siadam na krzeselu tuz przy drzwiach. Dziwnie. Czekam. Pojawia sie przede mna zastepca burmistrza - wlasciciel glosu. Staje przede mna w samym reczniku. Cos pierdoli o tym za ile wynajmuja ten dom i ze musi sie troche odswierzyc przed dalsza droga. Potem ze mam piekne oczy.  Czy nie chcialabym do Polski zabrac Peruwianczyka? Czy jestem rasistka? Czy jestem kobieta zakazana? Czy nie mam ochoty rowniez sie wykapac? Widze katem oka zolta raczke jakiegos narzedzia na polce. Przez chwile wyobrazam sobie jak zarzytam go tepym srubokretem po czym szczam mu na twarz. Zamiast tego wstaje i zdecydowanym glosem oznajmiam, ze ma natychmiast przestac tak do mnie mowic. Wstaje wkurwiona tak ze facet zaczyna sie wstydzic. Przeprasza mnie. Mowi ze go zle zrozumialam, ze to takie zarty byly.
Czekam na ulicy zeby sie umyl i ubral. Upajam sie fantazjami kolejnych co bardziej finewzyjnych tortur. Oblesna zgnila glisda. Zastanawiam sie czy to wlasnie skurwiali ludzie dochodza do wladzy, czy tez wladza to z nimi robi.  Na szczescie nie byla to proba gwaltu, ale propozycja. Nie chcial mi zrobic krzywdy, tylko probowal wybadac, czy moze przypadkiem na niego nie polece, kiedy zobacze jego “wypasiony” dom i tlusta klate. No nic. Decyduje sie z nimi dalej jechac. Bo niby co mam zrobic. Nie wiem gdzie jestem, ani kiedy bedzie kolejna lodka. Czuje sie bezpieczna, jedynie koszmarnie zniewazona. Widze ze jemu tez jest glupio. Przynajmniej przez nastepne 7 godzin moge sie bezkarnie do nikogo nie odzywac i smakowac zachod slonca.

Kiedy rzeka, niebo i niebo w rzece robia sie zupelnie czarne zlosc mnie opuszcza. Pozostaje jedynie uczucie podniecenia. W oddali szaleje burza. Przejmujacy widok nieba rozswietlanego blyskawicami wypemnia mnie cieplymi dreszczami. Wyglada to tak, jakby Bog zrzucal z nieba zapalki ciekawy na jaki kolor plona chmury.