Translate

sobota, 23 lutego 2013

Dinozaury

Po 2 miesiacach poszukiwan znalezli mi w brzuchu robaki. Mam dowod na papierze. Ale i tak im nie wierze. Mysle, ze tak na prawde w moim brzuchu mieszka wielki potwor, ktory mnie gryzie od srodka.

Dzisiaj zaczely sie pierwsze konce. Drogi nam sie rozeszly, nie wiem czy na zawsze, ale przynajmniej na dlugo. Przez ostatnie 5 miesiecy byl moja siostra, bratem, tata, matka, zona i kochanka. A teraz go nie ma. I im bardziej go nie ma tym wiekszy rosnie dinozaur w moim brzuchu. Juz wiem z to sie da przetrwac, ale za kazdym razem boli tak samo.

Ostatni odcinek podrozy - Amazonia. Przez tydzien bede plynac rzeka wglab dzungli, zeby uczyc sie od leczniczych roslin. Moge miec z tego powodu dluzsza przerwe w pisaniu.

Kupilam bilet do Montrealu na 14 kwietnia. Jesli mnie Tomek nadal czyta, to z wielka checia przyjme zaproszenie.

***


Z ekwadorianskiego analoga 












niedziela, 17 lutego 2013

Muchy w oczach



kataklizmy w porzadku chronologicznym:

zaczelo sie od tego, ze dostalam gronkowca w dzungli. kazde ugryzienie komara zamienilo sie w wielka zaropiala rane i z dnia na dzien roslo i roslo az sie rozpeklo i rozpapralo. santiago chcac mnie wyleczyc wlal mi w rany ekstrakt z tytoniu. czulam sie jakby mi sie ktos w skore wkrecal rozzazonym pretem. wlozyli mi czapke miedzy zeby zebym sobie nie przegryzla jezyka z bolu.

po tej nieprzyjemnej przygodzie moj entuzjazm wobec medycyny alternatywnej nieco oslabl. postanowilam szukac pomocy w aptece. pani farmaceutka dala mi bardzo mocne leki na wirusa (a mialam bakterie). normalnie te leki sa na recepte, ale w kolumbii nikt sie takimi rzeczami nie przejmuje. owe tabletki masakrowaly mi brzuch, czego plony zbieram do dzisiaj.

potem zarazilam gronkowcem brooksa. poszlismy razem do doktora. doktor przepisal nam leki. wzielismy leki. brooks zemdlal. w lekach byla penicylina, na ktora jest uczulony. cieszymy sie ze nie umarl.
po miesiacu moj gronkowiec zostal pokonany. jednak bol brzucha nie minal.

zwatpilam w to, ze samo przejdzie i poszlam do szpitala. po krotkim wywiadzie, bez zadnych badan ani uprzedzen wkluli mi sie w obie rece i odeslali do domu z nowymi tabletkami z diagnoza ze za 2 dni mi przejdzie. poczulam sie lepiej. lyknelam leki i wsiadlam w autobus. szybko po tym jak oposcilismy terminal zrobilo mi sie zimno-cieplo-slabo. i jakos dziwnie zaczelam widziec i slyszec. rozmazywalo mi sie. wysiadlam z autobusu pewna ze zaraz zemdleje albo umre. ale ku mojemu zaskoczeniu nie zdemdlalam ani nie umarlam. ledwo chodze, ledwo widze, ledwo slysze, ale ciagle przytomna. kminie ostro co mi jest??
troche mi zajelo, zeby ogarnac, ze jestem nacpana! od lekow! przypomnialo mi sie, jak to w gimnazjum lykalysmy tableteki na wymioty coby sie troche rozerwac. a teraz prosze. zupelnie przypadkiem i to w nienajlepszych okolicznosciach mi sie to przytafia. no nic mysle. przeczekam sobie na tym dworcu. rozgladam sie za laweczka. patrze, a tu w knajpie na wprost mnie siedzi Brad Pitt. Niewiele myslac przysiadlam sie do jego stolika. Przy blizszym wgladzie, okazalo sie ze jednak ktos inny. Ale chlopiec byl sliczny i to z Kanady, wiec od razu zrobilo mi sie razniej. Powiedzialam mu, ze jestem nacpana od lekow na wymoioty i, ze potrzebuje, zeby ze mna posiadzial az mi nie przejdzie, bo sie boje. tak tez uczynil. przez 5 godzin powiadalam mu bardzo zenujace zarty i podrywalam go w najbardziej bezwstydny sposob, jak tylko sie dalo. wiec biedny on. ale przynajmniej ja sie dobrze bawilam.

otrzezwialam i nastepnego dnia poszlam znowu do szpitala z koszmarnym bolam brzucha.
po 4 godzinach siedzienia w poczekani zaczelam tak dramatycznie plakac, ze mnie w koncu wpuscili do gabinetu na konsultacje, ale gdyby nie to, to nie wiem czy bym sie kiedykolwiek doczekala.
lekarz mnie przeprosil, ze na biorku jest krew, ale jakas pani wlasnie mu tu przed chwila umierala. na szczescie juz ja gdzies indziej przeniesli, wiec nie ma sie czym martwic.
zbadal mnie porzadnie - nie powiem. po czym na pare godzin podlaczyl pod kroplowke w pokoju z dziewczyna ze zmasakrowana twarza po wypadku motocyklowym. a wlasciwie to prawie bez twarzy. nie wiem tez czy to na prawde byl motocykl, bo raczej wygladalo jakby ja ktos dobrze zbil.
po kroplowce znowu lepiej.
ale mysle sobie. chora jestem to zrobie sobie dzien dziecka i wezme prywatny pokoj z telewizorem! a co! tak tez uczynilam. cala szczesliwa gotuje sie do spania. siadam na lozku a lozko jakies dziwne twarde i sliskie... okazuje sie ze materac wciaz jest opakowany w plastik ze sklepu. cala noc nie zmrozylam oka. przynajmniej telewizor dzialal.

przyjechal brooks. wzielismy nowy pokoj w super slicznym nowym hotelu. po szczesliwie przespanej nocy obudzilismy sie pogryzieni przez pluskwy. Nastepnego dnia w tym samych hotelu ukradli Brooksowi ajpoda, kabla do kindla, ladowarke do aparatu, usb ze wszystkimi zdjeciami i bluze w czerwono-czarne paski.


postanowilismy opuscic Kolumbie i juz po 3 dniach w autobusie dojechalismy do Ekwadoru.

w nocy Brooks wyrzygal pomaranczowe wisienki ktore nam tak bardzo smakowaly w autobusie. A potem bylo trzesienie ziemi. To moje pierwsze w zyciu trzesienie ziemi, wiec na poczatku nie ogarnelam czemu nam lozko chodzi po podlodze. A ja naiwnie myslalam, ze to po prostu sasiedzi sie nam namietnie kochaja.

dzisiaj wylalam na siebie w restauracji cala miske zupy rybnej i rozplakalam sie z tego powodu na dobre pol godziny. Potem wpadla mi do oka wstretna mucha.
 W Quito leje i zimno.

Brooks kupil mi na pocieszenie arbuza i ciasto czekoladowe.


niedziela, 3 lutego 2013

"Kundle, odmiency, smieci, wariaci"

Jak bylam mala to moja babcia pracowala w osrodku wychowawczym dla dziewczat. Przez wieksza czesc mojego dziecinstwa uwazalam, ze wykonuje ona najlepszy zawod na swiecie i sie profesja babci bardzo chlubilam przed kolezankami z przedszkola. A nawet skrycie marzylam, ze tak bede duza to tez wychowawca w osrodku zostane. Majac 5-6 lat zawsze zyczylam sobie od babci na dobranoc historie o mlodocianych przestepczyniach. I uwielbialam, jak mnie babcia zabierala ze soba do osrodka. Pamietam, ze lubilam siedziec z dziewczynkami w wykafelkowanej na niebiesko lazience, gdzie ukrywajac sie palily papierosy i rozmawialy o chlopakach. 

Chyba wlasnie przez te nostalgie z dziecinstwa, tydzien temu trafilam do kolumbijskiego osrodka dla narkomanow. Fundacje zalozylo trzech bylych narkomanow. Cztery lata temu zyli na ulicy jak smieci, ale po roku odwyku staneli na nogi i postanowili pomagac innym. Chcieli, zeby ich osrodek byl inny niz pozostale - wolny od jakiegokolwiek przymusu. Decyzja o wstapieniu jest zatem dobrowolna. Proces leczenia nalogu trwa 13 miesiecy. Ale jesli ktos chce wyjsc przez zakonczeniem - wypuszczaja. Jesli wroci - przyjmuja spowrotem, ale musi spedzic jeden dzien w odosobnieniu, zeby sie oczyscic zanim zmiesza sie z innymi. Prowadza tez schronisko dla psow i kotow. Jednym z elementow terapii jest to, ze kazdy dostaje pod opieke jedno zwierze znalezione na ulicy i dba o poprawe jego bytu. Miejsce jest polozone w bardzo malowniczej okolicy wsrod zieleni. Niestety w domu smrud, brud i zaduch. Na scianach krzyze i gole baby. 

Mieszka tu czterdziestu latynoskich mezczyzn w wieku 16-70. Zlodzieje, mordercy, zolnierze, dilerzy, striptizerzy, transwestyci. Wszystko czego tylko zapragniesz. Traktowali mnie jak ksiezniczke. Karmili orzeszkami i owocami. Dla mnie najciekawsze w tym doswiadczeniu bylo to, ze pierwszy raz stanelam oko w oko z czlowiekiem, ktory zabil drugiego czlowieka. I ten czlowiek czyta te same ksiazki co ja, lubi te same filmy. Smiejemy sie razem i razem tanczymy. 

Zastanawialam sie dlugo jak mam fotografowac to miejsce. Bo to taki tani temat. W sensie, ze duzo latwej dramy. Zaczelam robic portrety w ich pokojach, bo to mi dawalo szanse na glebsza rozmowe. Rozmawialam z nimi jak z kumplami, bez wyciagania lez i brudow. Mowilismy o tym o czym oni chcieli mowic. O dziewczynach, narkotykach, motorach, przemocy, pracy, rodzinie. Na poczatku wkurzalo mnie, ze mi pozuja. Staralam sie uchwycic autentyczne emocje jak opowiadali swoje historie. Ale potem stwierdzilam, ze to bez sensu. Ze nie bede im doprawiac geby, tylko pokaze ich tak, jak oni sami chca sie pokazac - z zalotnym okiem i gola klata. 

Maurisio. Zawod: striptizer. Zdjecie zrobilam w drugim dniu jego pobytu w osrodku. Tuz po tym, jak zamontowal nad lozkiem polke na ubrania oraz swiete obrazki. Przyszedl do fundacji, zeby skonczyc z heroina.

Jonier. Zawod: kucharz. Dostalam od niego wisiorek z kludka zamknieta na kluczyk. 

Sergio. Siedzi za koke. Na prawe dloni ma wytatulowane"Bog", na lewej "Matka".

Wilson. Zawod: zlonierz, walczyl w dzungli z terrorystami z Guerilli. Siedzi za koke. 

Oscar. Siedzi za heroine.

 Robinson, 25 lat. Zawod: zlodziej motorow. Siedzi za koke. Jako jedyny brzdko sie wobec mnie zachowywal. Podchodzil za blisko, chcial calowac. Niby zarty, ale ile mozna. Jak sie zorientowal, ze przekroczyl granice, przyszedl do mnie i przeprosil. Powiedzial, ze w przeszlosci zle traktowal kobiety, i ze chce sie nauczyc, jak sie z nimi lepiej obchodzic, ale nie zawsze mu wychodzi. Ma roczna coreczke, ktora mieszka w Hiszpanii ze swoja babcia. Widzial ja tylko na skypie. Jego byla partnerka wyrzekla sie dziecka.

 Esteven, 19 lat. Jest tu nowy. Siedzi za koke. Narzeka, ze mu sie nudzi i ze teskni za swoa dziewczyna. Lubi box. Jak wyjdzie chce studiowac informatyke.

 Melissa, 27 lat. Lubi niebieskookich blondynow i wysokie obcasy.
. W wolnym czasie spiewa i tanczy piosenki Britney Spears, Pink, Madoony i Christiny Aguilery. Dzielnie stara sie ukryc jak bardzo trzesa jej sie rece. Co niedziele odwiedza ja mama. Jak wyjdzie chce zostac projektantka mody.

 Melissa w wersji blond. Kiedys miala dlugie wlosy, ale, ze duzo wdychala klej to jej sie zawsze lepily i musiala obciac. Dopoki nie odrosna nosi peruke.

Gustavo, 30 lat. Byl dla mnie namilszy ze wszystkic chlopakow. Zawsze dbal, zebym nie byla glodna i zebym miala cos do picia. Od niego dostalam pierwsza porzadna lekce salsy. "Zawod?" - pytam. Chwile sie smieje sie, a potem patrzac w ziemie mowi - "Zawod: morderca". Najpierw 5 lat w Guerilli - slynnej kolumbijskiej organizacji terrorystycznej. Potem gang narkotykowy. Porachunki miedzy gangami - jego gang wygral, ale zabili wiele osob. Dostal 25 lat. Zona go zostawila. Mowi, ze sie jej nie dziwi - kto by chcial przez 25 lat odwiedzac chlopa za kratkami? Wyszedl po 7 latach za dobre sprawowanie. No i tez pomoglo, ze mama wylozyla dlugie pieniadze. Ma dwie corki 9 i 14. Czasem przychodza w niedziele sie z nim zobaczyc. Jak wyjdzie bedzie podrozowac.