Translate

czwartek, 26 lipca 2012

!

OMG! Tu jest najlepiej... Jestem totalnie zakochana w Nowym Jorku i muszę wymyślić jakiś sposób jak tu zamieszkać jesienią. Jest jak w filmie :) Nie żartuję. Hannah mieszka na Brooklinie w olbrzymim lofcie pełnym artystów. W okolicy fabryki i magazyny pomieszane z małymi vintage sklepikami, kawiarniami, szklarniami i pracowniami zasiedlonymi przez hipsterów, którzy oczywiście do swego hipsterstwa się nie przyznają. W każdą Sobotę we wszystkich loftach ludzie otwierają okna (więc efekt jest jakby zabrano przednią ścianę budynku) i jest wielka impreza na ulicy. Boże! Dobrze, że nie zostaję tu dłużej, bo bym całe oszczędności przepiła. Współkokatorzy Hanny to muzyk i dziennikarka. Mat - współlokator wygląda 100 % jak Xavier Dolan - tylko jeszcze przystojniejszy! - Tak, o dziwo to jest możliwe!!!! Plan jest taki żeby się tu wkręcić w towarzystwo i zacząć zarabiać na fotach.


Wczoraj Hannah zabrała mnie na degustację piwa w muzeum, w którym pracuje. Postanowiłyśmy ambitnie wrócić do domu pieszo z Manhattanu, żeby się przejść mostem Brooklińskim, ale Hannah wymiękła w połowie i postanowiła wziąć taksówkę. A w taksówce telewizor! Hahaha ;) Wchodzimy do domu, a tam kolejna impreza - Mat grał na pianinie i śpiewał popowe amerykańskie kawałki -  Britney Spears, Christinę Aguilerę, Madonnę - wszystko co tylko sobie zażyczyliśmy. To było bardzo zabawne. Nie byłam w Warszawie na żadnej imprezie, żeby ludzie się bawili do Britney. W sumie naszym odpowiednikiem byłoby pewnie Ich Troje. Chyba nie mamy wystarczająco dużo dystansu do siebie, żeby się z tego śmiać i bawić przy takiej muzyce bez zażeniowania. Potem się przenieśliśmy na dach robiliśmy gwiazdy, chodziliśmy na rękach i podglądaliśmy rozbieraną sesję zdjęciową w budynku na przeciwko. Oni traktują dach tu jak balkon, wychodzą tam z mieszkań na bosaka i to jest super normalne.  


Byłam też na jamie kontaktowym, który mnie jednak trochę rozczarował muszę przyznać. Tancerze się strasznie popisywali, co moim zdaniem kompletnie mija się z celem CI. Przypominało to mix kontaktu i baletu. Ale oczywiście mieli się czym popisywać, więc i tak było warto trochę potańczyć z profesjonalistami. Społeczność bardzo otwarta i serdeczna, ale jakoś się zraziłam tą ich manierą.

W ogóle ciągle mnie tu zagadują obcy ludzie na ulicy - pod tym względem Nowy Jork przypomina mi Indie (a z innych podobieństw to mają karaluchy... na szczęście nie w mieszkaniu, ale na prawdę duże i obleśne).
W każdym razie za którymś razem podszedł do mnie  b a r d z o  przystojny chłopak, powiedział, że jestem urocza i że chce się umówić na bubble tea ;) Zdziwił się jak odkrył, że jestem Polką - podobno wyglądałam jak typowy Newyorker - co uważam za wielki komplement ;P
Randka była fajna i bardzo filmowa. Chłopak nie był ani oblechem, ani zboczeńcem. Miło, że zdarzają się takie rzeczy :)

Jedyną złą rzeczą jakiej doświadczam jest koszmarny upał. Spędzam zatem dnie chodząc po muzeach albo jeżdżąc metrem bez sensu np. wysiadam tam gdzie wysiada tłum, albo ktoś kto mi się spodobał. Każde wysiadanie z metra jest bardzo ekscytujące, bo mam wrażenie że ląduje na coraz to innej planecie.


 Hannah & Mooj

 Brooklyn Bridge view
 Bushwick party
 Mat :)




 I nawet mi ktoś zrobił zdjęcie :)



Hannah w swoim "pokoju" - nie ma ścian w tym mieszkaniu tylko takie podwieszane sypialnie

mobile vintage shop w przyczepie campingowej
photo-booth ;) 
Times Squere - znajdź mnie!
skarby na pchlim targu
pocztówki z początku wieku <3


 Washington Park


niedziela, 22 lipca 2012

NYC



Kiedy w styczniu wróciłam do Polski długo miałam takie poczucie, że Warszawa jest konserwatywna i zakompleksiona, a ludzie są ponurzy i wiecznie niezadowoleni. To się bardzo zmieniło, przez ostatnie pół roku. Wyjeżdżam stąd z myślą, że to jest moje miasto, gdzie znam mnóstwo otwartych, pozytywnych ludzi, którzy mają energię, żeby coś tu działać, zmieniać i robić piękne rzeczy. Czuję, że mam tu jeszcze sporo do zrobienia. Lubię moje życie w Polsce, moich przyjaciół myślę, że wrócę, ale kto wie :) .

No, ale na razie siędzę w pięknym lofcie na Brooklynie na wprost okna wielkiego na całą ścianę. Z zakurzonego gramofonu leci Fiona Apple, popijam kawkę z mlekiem migdałowym i nie mogę przestać się uśmiechać. Siedzę tu i spełniam swoje marzenia - bilet w jedną stronę, żadnych planów, żadnych zobowiązań. Ciągle trochę nie wierzę, że się udało. Jakim cudem zdążyłam załatwić wszystkie rzeczy robione na ostatnią chwilę... ? (np. zaczęłam się pakować w nocy przed wylotem). Skąd wzięłam odwagę, żeby to zrobić, bo na prawdę, na prawdę mnie na to wszystko nie stać. Hahahaha! No nic. Stosuję w takich sytuacjach niezawodną metodę Scarlett O'hary, która brzmi: "Pomyślę o tym jutro" ;) Myślę, że wystarczy trochę wiary, szczęścia i brawury, a jakoś to będzie.

Leciałam przez Kijów samolotem, którego pasażerami byli prawie wyłącznie chłopcy w bluzach z napisem "Kazachstan" w odblaskowych żłóto niebieskich ortalionach, ze skarpetkami do basenowych klapków, z żelem we włosach i przyciemnianymi, policyjnymi okularami. W Kijowie miałam 20 godzinną przesiadkę, którą spędziłam w kawiarni, gdzie całą noc leciały łzawe ballady i ukraińskie porno. Starym sposobem zapięłam się w śpiworze razem ze wszystkimi najcenniejszymi rzeczami i przespałam się na ławce w poczekalni na lotnisku. Rano obudziła mnie rano pani strażniczka zatroskana o to, czy pamiętam o której mam lot. Co prawda miałam jeszcze sporo czasu, ale pomyślałam sobie jednak, że coś nade mną czuwa, bo rzeczywiście nie nastawiłam budzika... Z resztą samolot był opóźniony 2 godziny. Lot oldschoolowymi liniami Aerosvit trwał 10 godz i 30 min - dali jeść tylko raz i nie było telewizorków, ale wbrew obawą mojej mamy samolot się nie rozpadł. Odkąd wylądowałam nie przestaję się głupkowato uśmiechać za każdym razem kiedy mi się przypomina, że jestem w Nowym Jorku :P Moja biedna przyjaciółka Hannah czekała na mnie 2 godziny siedząc na chodniku przed swoim domem, bo zapomniała mi napisać, że do jej mieszkania nie ma domofonu, ani nie podała mi swojego amerykańskiego numeru telefonu. Dobra wychodzę, bo muszę w końcu zobaczyć te duże budynki :P

Trochę zdjęć moich pięknych przyjaciół i rodzinki z Warszawy. Żeby nie było, że tylko w Kanadzie jest fajnie ;)