Translate

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Koniec

Pozegnania trwaly tydzien. Byly rozne plany zeby mnie zatrzymac - uwiezic w lazience i jedzenie przesylac przez szyb wentylacyjny. Albo cos podrzucic do bagażu, np jakis bialy proszek. Jen zaproponowala tez ze sie ze mna ozeni, zebym otrzymala kanadyjskie obywatelstwo (w Kanadzie homo zwiazki na legalu, wiec w sumie czemu nie!). Niestety na grozbach sie skonczylo. Ostatniej nocy poszlismy na górę Mont Royal z 2 baniakami wina, brodzac w sniegu po kolana, tanczac kontakt, chodzac na rekach, tarzajac sie w zaspach i robiac grwiazdy:) Potem w domu na zmiane puszczalismy sobie nasze ulubione fragmenty z Piny. Ostatecznie jak zwykle obejrzelismy calosc. Na koniec zostalam w mieszkaniu z Bruksem, ktory plakal czytajac mi wiersze Cummings'a, z Meghan, która farbowała mi włosy na niebiesko i z Yen Chao, która masowała mi stopy. Kot dozyl mojego wyjazdu.

Podobno musi byc koniec.
A ja sie wcale nie zgadzam.
W dzien chodze po Warszawie a w nocy po Montrealu.
Dobrze, ze jest tu Zuza, ktora wytwarza niezbedna do oddychania ilosc magii.
I mama, która czyta mi Kereta na dobranoc.
Całkiem niezle sie trzymam, ale i tak chce mi sie plakac za kazdym razem jak czytam maile od moich przyjaciol z Kanady.

Czuje sie nie jak w Polsce tylko jak w filmie o Polsce.
Jest tak typowo ze az boli w oczy.
Baba w autobusie je bule i popija kefirem. Zarzenowana córka wciska jej łokcia pod żebro.
Moherowe babcie stoja nade mna w 116 i narzekaja na dzisiejsza mlodzierz, chociaz wszedzie roi sie od wolnych siedzen.
Kobieta w okienku w Teatrze Wielkim jak zawsze nie w humorze i odmawia udzielenia jakichkolwiek informacj.
W nocnym awantura ze kierowca ochlapal przechodnia.
Taksowkarz nazeka ze dzisiejsze sa paskudne.

Na razie nie robie dramatow. Myslenie odkladam na pozniej. [Uwaga! Robie sie nostalgiczna!]
Staram sie byc wdzieczna za wszystkie cudowne chwile i pieknych ludzi ktorzy przekroczyli moja droge.
Mysle ze musze byc dobra osoba ze zasluzylam sobie na te ogromne ilosci szczescia i milosci, ktore dostalam za Oceanem.

***

Tam

Hammam

 Skacze!

Ostatinie w moim pokoiku...

Motylek ciagle mi sie trzyma :) 

***
Tu

Pozdrowienia z Warszawy od Panny Zuzanny! 

 I ode mnie też:)

 Piękny koncert! Warszawa ma sie czym chwalić
 Jestem zebra


 Kin i Zu :*




poniedziałek, 16 stycznia 2012

Chaos

Snilo mi sie ze moja mama przyprowadzila do domu Bartka wielkiego bialego wilka z czerwonymi oczami. Kustykajac na lewa noge wytlumaczyla mi ze znalazla go w lesie i chciala mi go pokazac. Jest zupelnie niegrozny. Nalegala zebym go poglaskala. Bylam bardzo przerazona ze wilk zaraz zje mnie albo male dzieci biegajace po domu. Caly sen mialam to uczucie bycia na granicy histerii i opanowania. W koncu sie przemoglam. Zaufalam jej i poglaskalam wilka. Jego futro bylo zimne i sliskie. Potam mama usmiechnela sie i zaprowadzila wilka spowrotem do lasu.

Inneym razem obudzilam sie w srodku nocy i nie moglam sie ruszyc. Bylam sparalizowana w moim lozku. Wszystko mialam zdretwiale. Potem zaczelam sie dusic. Jakby miesnie odpowiedzialne za prace moich pluc tez przestaly dzialac. Bylam pelna do granic, jak balon. Pierwszy oddech po przezyciu tego koszmary byl ekstatyczna przyjemnoscia niepodobna do niczego innego. A potem znowu sie obudzilam. A przynajmniej otworzylam oczy.

***

Chaos nie jest najbardziej komfortowym miejsce, ale jest przyjazny o tyle, ze naturalnie sie wokol mnie stwarza i daje mi poczucie bezpieczenstwa. Dlatego pozwalam moim mysla kolatac sie bezwladnie po mojej glowie zamiast medytowac. Dlatego nie poslalam lozka od tygodnia. Dlatego ciagle wiklam sie w romanse.

***

Nadal nie wierze w to, ze wyjezdzam. Ale mam przeblyski paniki. Pozegnania wydaja mi sie absurdalnie smieszne i nie na miejscu.
Kocham Cie. / Żegnaj. / Jesteś wyjątkowa. / Dziękuję. / Wrócę.

***

Kot nam umiera. Caly czas umieral, ale teraz przestal pic i jesc. Postanowila zaglodzic sie na smierc. Zastanawiam sie czy umrze zamim wyjade. Wczesniej nigdy nie przychodzila do mojej sypialni. Ale od paru dni spi w moim nieposlanym lozku. Czy zdecydowala sie umrzec w moim pokoju?

***

Wykąpałam Meghan. Ona ma niebieskie wlosy. Kiedy zanurzyla glowe cala woda zrobila sie magicznie niebieska. Piekne kobiece cialo dryfujace w nierealnym plynie. Piękna więź. Piękna przyjaźń. Czulam sie pelna jak szklanka, kiedy woda wystaje ponad brzegi, ale jeszcze sie nie przelewa.



sobota, 7 stycznia 2012

Powrot. Chlopiec. Maska. Brzuch. Kapusta.

Zrobilo sie juz bardzo pozegnalnie. Montreal jest moja aktualna rzeczywistoscia i powrot do Warszawy wydaje mi sie lotem w kosmos. Staram sie wycisnac z kazdego dnia jak najwiecej szczescia na potem. Ale bez pretensjonalnej histerii nad kazda zmarnowana minuta. Powoli sie zegnam i robie wszystko to co zaplanowalam a nie zdazylam. Pamietam jak dopiero co wyjezdzalam z Polski i mialam to samo uczucie, ze moge zachowywac sie zupelnie beztrosko, bo i tak predko mnie tu znowu nie zobacza. Wiec troche sie gubie i zatracam. Chodze po scianach i wypadam z okna.

Cos nie bardzo z pisaniem wiec podrzucam obrazki.


***

Ottawa

Mamaaaa!

Lalka Inuit.



 Toronto



 Wystawa Davida Hockney'a na iPadach.


Gdzies po drodze

Sylwester


 Ian

 Me&Rainbow

 Cuddle puddle

 Meghan&Rainbow

 Meghan je snieg
Koncert Country :):):)



Wczorajszy bal maskowy



 Me&Brooks




środa, 4 stycznia 2012

Zimno zimno

 Wizyta mamy byla bardzo cudowa. Dala mi nowa perspektywe na to zycie ktore tu sobie stworzylam. I utwierdzilam sie w przekonaniu, ze chociaz moja mama ma permamentny makijaz a ja nie gole nog, to ciagle mamy ze soba wiele wspolnego. Smialysmy sie razem tyle ze jeszcze mnie brzuch boli. Szczegolnie wczoraj jak bylo - 17*C [sic!], wiatr gryzl w policzki i wysuszal galki oczne, a ja zorganizowalam nam, jakze adekwatna do pogody, wycieczke do ogrodu botanicznego, ktory byl na drugim koncu miasta. Po drodze zepsulo sie metro, potem pomylilam autobus i musialysmy kawal isc po chodniku ktory zamienil sie w slizgawke - generalnie opcja w sam raz na skrecona kostke. Na koniec okazalo sie ze 3/4 ogrodu jest zamkniete z powodu zimy (co bylo oczywiscie do przewidzenia jesli ktos nie jest mna). A co najgorsze nawet nie mieli bufetu i musialam sie shanbic kawa z automatu. Takze smiech nas uratowal. Spiewalysmy, tanczylysmy i oklepywalysmy sie nawzajem zeby przetrwac ten koszmarny mroz.

W finalowym akcie popisu mojej swietnej organizacji i samodyscypliny, udalo mi sie spoznic z mama na autobus na lotnisko, w zwiazku z czym wydalam $40 na taksowke. Od tamtej pory do konca mojego pobytu w Montrealu wprowadzam powazne ciecia w budrzecie i przerzucam sie z transportu publicznego na spacer, z soku na wode, z kawy latte na kawe rozpuszczalna oraz z sera na marchewki.

A! O sylwestrze jeszcze nie napisalam. Mama byla kochana i zawiozla mnie samochodem na hipisowska impreze w na wsi, gdzie byla Meghan, a sama wrocila do Jurkow. Impreza byla w pieknym miejscu nad rzeka, gdzie zorganizowano warsztaty z jogi, tai-chi, aktorstwa, poza tym byla swietna muzyka, pokazy tancerek hula-hop (krecily 3 na raz i podpalaly je ogniem!!), wszyscy sie nawzajem masowali i przytulali. Ogolnie cudownie gdyby nie to ze sie wczesniej czyms strasznie zatrulam i tak od polowy imprezy nie bylam w stanie przebywac w innej pozycji niz lezaca, a wkrotce po 12 zasnelam pod wielkim glosnikiem. Nie bylo to takie zle bo obudzil mnie w srodku nocy przepiekny nieznajomy i sie mna baaaaaardzo milo zaopiekowal :P

***

Lalala! Mam ponad 4 tys weeejsc :D 
Dziekuje ze sie Wam chce to czytac :)

***

Goscie byli wspaniali ale musze przyznac ze bardzo sie ciesze ze pojechali i moge sie zajac soba. Jednym z moich postanowien noworocznych jest produkowanie jeszcze wiecej self-love i w zwiazku z tym zamknelam dzis usta i zaczelam mowic do wewnatrz. Po porannej jodze udalam sie dzis ze soba na urocza randke. Poszlam z ksiazeczka do mojej ulubionej kawiarni, pogadalam ze soba o strachach zwiazanych z powrotem do Polski, przeprowadzilam tez dialog o pogladach na milosc i zwiazki, wymyslilam nowa serie zdjec i wyznalam sobie moje najskrytsze marzenia. Bylo super bardzo polecam! Potem poszlam na 2 godzinny spacer, nastepnie odbylam godzinna kapiel a na koniec zdjadlam talez pelen swierzych owocow pokrojonych dokladnie tak jak lubie. Kto wie moze nawet pomaluje sobie dzis jeszcze paznokcie.

Jest dziwnie niewyobrazalne ze zaraz wracam... Teraz tu jest moj dom. Ale postaram sie zrobic sobie i wszystkim ta przysluge i nastawic sie do powrotu pozytywnie albo przynajmniej umiarkowanie negatywnie, zamiast histerycznie.


Bardzo sprytnie zostawilam ladowarke do mojego laptopa w Toronto wiec nie ma jeszcze nowych zdjec, ale wrzuce kilka starych z pobytu Dustina :)
 




O! A to moja piekna sukienka za $12!


*
Jem granata.
Zawsze chcialam miec piegi.