Translate

poniedziałek, 31 października 2011

Halloween!

Na dobry poczatek nastawilam sie negatywnie. Po polsku.
Ze to okropne i nie na miejscu, i ze brak szacunku i ze jak tak mozna.
Ale po tym weekendzie musze przyznac ze Halloween to cudowne swieto.
Od piatku do poniedzialku po ulicach chodzily owoce, warzywa, gwiazdy rocka, duchy, transwestyci, zwierzeta, postacie z bajek, sprzataczki, strarzacy, klauny, a nawet bracia Mario - generalnie wszystko co sobie mozna wymarzyc.
Przebiwraja sie wszyscy i nie chodzi o to zeby bylo strasznie, tylko, zeby bylo oryginalnie - najlepiej kostium zrobic samemu. Ja bylam ptakiem, Stef kosmita, a Meghan kowbojem z wystrzalowymi kolorowymi pistoletami.

W sobote bylam na Rocky Horror Picture Show...
OMG! Co tam sie dzialo!!!
Tu jest jakis totalny kult tego filmu.
Wrazenia lepsze niz po wizycie w indyjskim kinie!
Ludzie stali po bilety w najdluzszej kolejce jaka w zyciu widzialam (wyobrazam sobie ze jak u nas po pomarancze za komuny).
Wszyscy poubierani w dziwne stroje (a raczej porozbierani).
Wielki teatr ( jak nasz Polski) wypchany po brzegi potworami.
Sciemnia sie, mysle sobie ze zaraz zacznie sie film.
A tu nagle rozblyskuja swiatla sceniczne,
puszczaja "Thriller" Micheala Jacksona i zaczyna sie trupi taniec.
Z trumny wychodzi przepiekna Drag i oglasza konkurs na przebranie.
III miejsce - pasterze
II miejsce - czlowiek banan
I miejsca - kobieta o 4 twarzach.
W koncu puscili film i okazalo sie ze wolontariusze wyuczyli sie na pamiec rol, stali przed ekranem i odgrywali role poszczegolnych bohaterow.
Publicznosc rowniez pozostawala w stalej interakcji z postaciami z filmu.
Kazdy wiedzial co trzeba robic i krzyczec
Np. jak jest scena slubu publicznosc rzuca ryzem w ekran.
Jak pojawia sie Susan Sarandon trzeba krzyczec - "Sluuuuut!"
I po każdej kwestii Brada wylkinamy go - "Aaaaaaaashole!"
Jak glowny bohater przemienia sie z mumi w czlowieka, publicznosc rzuca papierem toaletowym.
Albo jak zaczyna sie nowa piosenka wszysy wstaja spiewja i tanczya.
O! I kiedy pada trzeba zalorzyc gazete na glowe.
Poza tym przez caly czas urocza Drag komentowala co dzieje sie na ekranie.
Generalnie panowal wielki chaos i bedac "Rocky Virgin" (jak ja), nic nie dalo sie zrozumiec.
Ale i tak ocenilam ten film na 9 na filmwebie, bo jak cos tak dziala na masy to musi byc rewelacyjne.
Ci ludzie, ktorzy wystepowali na scenie i dublowali postaci z filmu to byli zwyczajnie fani filmu, ktorzy to cwiczyli tygodniami i nie zarobili na tym ani zlotowki, tzn ani dolara ;)

Dzis jest wlasciwe Halloween. Dzieciaki przebieraja sie za duchy i pukaja do domow. Za krzakiem czaja sie rodzice, zeby sprawdzic czy dziecko jest bezpieczne. Wszyscy sie bardzo ekscytuja, kupuja wielkie paczki cukierkow, stroja domy w piekne dynie i uwielbiaja jak dzieci do nich przychodza. Cukierki musza byc w papierkach (a nie że home-made) bo sie rodzice boja ze sie dzieci otruja.


Ha! Nawet bylo halloweenowe wydanie jogi!
Robilismy powitanie ksiezyca zamiast powitania slonca.
I nauczycielka nam czytala indyjska przypowiesc o ksiezycu.
O tym, ze boimy sie strasznych rzeczy, w takim samym stopniu, co mysli o strasznych rzeczach.
Że np. Pająk jest tak samo straszny jak myśl o pająku.
Z tym, że myśl jest iluzją i tak na prawdę nie ma sie czego bac, bo obiekt naszego leku nie istnieje.  


Ogolnie mysle ze wszyscy maja dobra zabawe, w cieplej przyjacielskiej atmosferze i wcale to nie jest nasmiewanie sie z naszej tradycji, po prostu jest inaczej. Ale nie maja tu dnia kiedy sie chodzi na cmentarze, raczej wcale sie nie chodzi... A to juz troche smutne...

Troche zdjec z "RHPS":














































sobota, 22 października 2011

I am bored with pleasure

Odkrylam cudowna ksiazke.
"Ekstrymly loud, incredibly close".
To jedna z takich ksiazek, ktore otwieram ze smutkiem,
bo wiem ze sie kiedys skonczy.
Ale jednoczesnie nie moge sie opanowac.
Jestem przez nia w jakims totalnie kreatynwny wirze.
Wpadlam na pomysl na licencjat.
Zaangazowalam sie w performance taneczny.
Zaprojektowalam sobie tatuaż.
Wymyslilam 2 projekty fotograficzne, czego jeden juz w toku.
3 razy plakalam.
Napisalam 4 listy.

No ale strasznie mnie to wykonczylo.
Czuje ze jest wszystkiego za duzo.
Doprowadzilam sie do stanu, ze wszystkie aktywnosci stymulujace mozg mnie obecnie przerazaja.
Jestem pewna ze eksploduje jak jeszcze cos przeczytam, obejrze, zatancze, sfotografuje, poslucham, powiem, poznam, napisze, pomysle.
Mam ochote TYLKO I WYLOCZNIE siedziec i medytowac.
Przestaly mnie interesowac wszystkie interesujace rzeczy.
Moze raczej wykonczyla mnie ich intensywnosc.

***

Wypluwanie z siebie slow slabo mi idzie.
Zatem odgrzeje stare kotlety.

Troche zdjec z sierpnia.
Parada rownosci w Vancouver.






























 




















niedziela, 16 października 2011

Urodzinowo

Lalala właśnie skończyłam 21 lat!
Tak tylko informuje, jakby ktos chcial mi zlozyc zyczenia a zapomnial ze to dzis :P
Musze przyznac ze bardzo mnie zaispirowala w tym wzgledzie Eliza, ktora na swoje urodziny wysyla wszystkim znajomym smsa i życzy im wszystkiego najlepszego z okazji jej urodzin.
Ja z komorka wzielam rozwod na dobre, ale moze ktos tutaj zaglada czasem ;)

W sobote mialam najlepszą impreze urodzinowa w moim zyciu. Stef też miała niedawno urodziny, więc wyprawiłyśmy je razem. Przyszło mnóstwo cudownych osób - w tym WSZYSCY  znajomi, ktorych zaprosilam (nigdy mi sie to w Polsce nie zdazylo). To było Potluck party - znaczy, że każdy przynosi coś do jedzenia. W związku z tym mamy teraz male Eldorado w lodowce - tyle sera i ciasta w tym domu jeszcze nie widzialam. Jen kupila mi w polskim sklepie 4 paczki pierogów, makowiec i kasztanki, Camille zrobila dla mnie dżem mirabelkowy, a Hannah dała mi własnoręcznie wykonaną kartkę urodzinową :) Moje wspollokatorki zaspiewaly przepiekny koncert a Meghan zadedykowala mi piosenke :) - w ogole obowiazkowo musicie posłuchać: www.myspace.com/frutingbodies
Przyslo tez kilku tancerzy i mielismy maly jam contactowy na koniec.
A! I jeden z tych tancerzy okazał się przyjacielem Maho - japonki ktora u mnie mieszkala w Polsce!
Swiat znowu okazal sie maly.
I Dustin zadzwonil i spiewal mi do sluchawki happy birthday razem ze swoimi wszystkimi wspollokatorami :)

Dzisiaj sa wlasciwe urodziny. Najpierw będzie obiad urodzinowy, na ktory zażyczyłam sobie pomidorówkę, a potem ide do kina, zeby tradycji stalo sie za dosc :P
18 na pewno byly w kinie - na WFFie
19 w teatrze na Apolloni (wstyd sie przyznac ale wiekszosc przespalam)
20? pamietam impreze u mnie z Kasia, ale w dzien urodzin co robilam? Nie pamiętam...

Happy birthday to all of You :)

czwartek, 13 października 2011

Bolimnieglowa

Wyszycy mnie pytają o studia, wiec chyba w koncu musze cos o nich napisac (chociaz osobiscie uwazam ze to najmniej fascynujacy aspekt mojego tutaj bycia)
Zawsze pisze te posty, kiedy akurat nie pracuje, wiec wyglada to jakbym tu byla miala niekonczące się wakacje.
A wcale, że nie!
Raczej mam tu niekończącą się sesję...
Co tydzień muszę czytać co najmniej jedną książkę i pisać 3 wypracowania (nie licząc tych tygodni kiedy konczymy blok tematyczny - wtedy trzeba pisac jeszcze wiecej).
Co prawda nie mam egzaminow koncowych, ale za to musze non stop tyrać.
Efekt jest taki, że zamiast napisać coś raz a porządnie to piszę 100 razy na odpierdol.
Wczoraj był jakiś koszmarny dzień wszystko mi sie skumulowało przez ten wyjazd na weekend i o 6 wieczorem zorientowałam się, że do 11 rano musze napisac 4 recenzje, skonczyc ksiazke (150 str) i napisac o niej esej. Jakimś cudem się udało i oficjalnie oglosilam sie Tytanem Pracy - więc chciałam się tym osiągnięciem ze wszystkimi podzielic.
Dziś odchorowuje migreną.
Obiecałam sobie, że bedę robić coś wyjątkowego w pełnię księżyca - pełnia była wczoraj. Myślę, że mój maraton był dość wyjątkowy. Ale zrobiłam też zdjęcie na tą okazję (trochę go tu nie widać, ale dorysujcie sobie ramkę oczami).

***


***

Zdecydowałam niedawno, że nic w życiu nie osiągnę. Tzn nie zrobię kariery. Nie chcę w to inwestować ani sekundy mojego życia. Ale nie martwcie się Mamo i Tato - skończę moje cudownie niepraktyczne studia.
Bede rok podrozowac i trochę pracowac (ale nie za dużo) - może Ameryka Południowa?
I obiecuję być tak szczęśliwa jak teraz.
Może magisterskie w Stanach?
A może trzeba się dostać na ikap i wzjechac na wymiane zeby nie placic?
Tak czy siak robię rok przerwy.

poniedziałek, 10 października 2011

niedziela, 9 października 2011

Val David

W sobote zawial cieply wiatr i poczulam ze musze wyjechac z Montrealu. Otworzylam moje Lonly Planet z misiem polarnym i dowiedzialam sie gdzie jest to miejsce ktore mnie wola. Byla 10.00, autobus mialam o 13.00. Pomyslalam sobie ze mam sporo czasu - poszlam na joge i ugotowalam pierogi, ktore zrobily furore (dziekuje Babciu!). O 12.00 zaczelam sie przebierac i nerwowo wrzucac do placaka wszystko co popadnie. (Nie wiem po kim jestem tak znakonicie zorganizowana...) O 12.10 stoje w same bieliznie, dzwoni do mnie kolezanka i pyta co robie.
- "Wyjezdzam! Mam autobus o 13.00."
-"O Boże ja też chce! Ale jestem jeszcze w piżamie! Może jakoś dojade, zobacze co da sie zrobic."
Oczywiscie nie uwiezylam ze pojedzie.
Na dworcu byla przede mna.
Jestesmy w Parku Regionalnym - czyli piekne góry i placi sie za chodzenie po lesie.
Jesien w kanadzie jest zjawiskowo piekna.
Przeszlysmy dzis z 15 km. Plywalysmy  nago w rzece (chyba jeszcze nigdy nie plywalam na zewnatrz w pazdzierniku!). Potem tanczylysmy kontakt tarzajac sie w slomie. Potem znalazlysmy piekne miesce dzikie w lesie z nieziemskim widokiem na zolto-pomaranczowo-czerwne gory. A potem ona zaptyala czy nie chcialabym sie z nia kochac. Hahaha! Nawet sie przez chwile zawachalam, bo takie propozycje nie zdazaja mi sie codziennie, ale pomyslalam ze mialam wystarczajaca ilosc atrakcji, wiec moze jednak nie ;) Troche bylo niezrecznie ale chyba jakos wyszlysmy na prosta. Okazuje sie ze kolezanki nie sa takim bezpiecznym wyjsciem jakby sie wydawalo;)

W ostatnim tygodniu w domu byl totalny chaos. Meghan oswiadczyla ze najprawdopodobniej na swierzb - robaki, ktore zyja pod skora skladaja tam jajeczka i robia dzieci... AAAAA!!! So gross!!! Nie moglam sobie nawet wyobrazic, ze moge to miec - ale poprzedniego dnia ja przytulalam :( . Natychmiast kupilysmy jakas toksyczna chemie i sie nia nasmarowalysmy. Swierzb przenosi sie przez dotyk i przez material, wiec wypralysmy w goracej wodzie WSZYSTKIE ubrania, dywany, reczniki, obrusy, przescieradla itd... Lozko tez materialowe, wiec spalysmy nago na podlodze - komfort spania porownywalny do jazdy w indyjskim autobusie. Na szczescie robale umieraja po 48 godzinach bez ciala, wiec mam nadzieje ze juz ich tam nie ma.

Lalala! Goscie goscie!
Przyjedzie do mnie MAMA! - przez Ocean!
I... Przyjedzie do nie Dustin! - przez caly kontynent!
Hahahaha!
Chyba mnie kochaja :)

***

Arktyczne szoki kulturowe:

  • Ameryke odkryki Wikingowie - przyjechali do Kanady, na Lablador 400 lat przed Kolumbem. (przynajmniej taka jest wersja kanadyjska).
  • Eskimoski serial o super bohaterze "Super Shamou": http://www.youtube.com/watch?v=T8ksWXWG7Qk&feature=related
  • W ogole nie wolno mowic "Eskimos" - bo to znaczy pozeracz surowego miesa. To slowo jest tu super niepoprawne politycznie. Trzeba mowic "Innuit".
  • W Quebecku legalne jest polowanie na foki i wieloryby.
  • Arktyka zajmuje 81% Kanady. Zamieszkanie - 0.01 czlowieka/ metr kwadratowy.
  • Najwiekszy problem w Polnocnaj Kanadzie - ogromna liczba samobojstw - glownie wsrod mezczyzn, alkoholizm, wdychanie kleju i gazu. Dzieci zaczynaja od ok. 7 roku życia. Ulubione zajecie na Arktyce - wdrapac sie na gigantycznym zbiornik z gazem poluzowac zawor i siedziec tam caly dzien. Wiadomo jak sie czlowiek nawdycha to potem jest ciezko zesc na dol. Dzieciaki bardzo czesto spadaja z duzej wysokosci. Raczej sie nie zabijaja, tylko zostaja kalakami na cale zycie.
  • Warto zauwazyc ze Innuici byli prawdopodobnie jedynym ludem na swiecie ktory nie znal uzywek i nie stosowal zadnych substancji oduzajacych dopoki nie przyjachali biali...
  • W latach '70 rzad kanadyski postanowil "ucywilizowac" natiwow. Zabrali dzieci Indianom i Innuitom, bez zgody rodzicow i wywiezli daleko, daleko od domu (nie mowiac gdzie). Umiescili je w katolickich szkolach z internatem i zabronili im mowić w ojczystym jezyku. Ogromna liczba gwaltow i aktow przemocy. Polowa dzieci umarla, bo ich organizmy nie byly przygotowne do mieszkania w innym klimacie, nie mialy tez odpownosci na choroby zachodu. Czesto zabierano bardzo male dzieci. A male dzieci wiadomo podobne do siebie, wiec im sie pomieszaly i czesc z nich nigdy nie wrocila do domu, nie dowiedziala sie nawet skad pochodzi. 

















niedziela, 2 października 2011

Jesien

Mamy w domu ten cudowny zwyczaj, ze co drugi dzien jedna z nas gotuje i jemy razem pyszna kolacje przy swiecach i z winem. Kazda sie stara przyzadzic jakas wyjatkowa, wegetarianska i zdrowa potrawe. Przed posilkiem mowimy za co chcemy podziekowac zyciu. Mylse ze to bardzo mile. Uwielbiam z nimi jesc. Ale dzisiaj Meghan przeszla sama siebie... Zrobila na deser sernik z owocami - najlepszy jaki kiedykolwiek jadlam. Siedzimy przy tym stole, jeczymy z rozkoszy i placzemy ze smiechu. Jemy ten sernik rękami i oblizujemy palce. Ciasto jest takie dobre, ze juz nie wiemy co ze soba zrobic. I wtedy ona mowi: "Czuję się jakbyśmy jadly przepiekna seksowna kobiete - wszystkie razem - ją jedną, oblaną sosem z czerwonych slodko-kwasnych owocow".... Hahaha!

Wczoraj o 1 w nocy wracajac z imprezy spontanicznie zaczelismy tanczyc kontakt w metrze. Ludzie najpierw oslupieli. Jeden pan niesmialo zapyta czy moze zrobic zdjecie, a potem wszyscy wyjeli swoje telefony komorkowe i zaczeli nas fotografowac. Murzyni w sasiednim wagonie ogladajac nas przez szybe tez zaczeli tanczyc. Kobieta do mnie podszedla i mowi:
- "Boze jakie to piekne! O co chodzi w tej akcji? Dlaczego to robicie?"
- "Dla fanu." - odpowiedzialam.
Ona jakby nie zrozumiala, albo sie zawstydzila.
Wisząc na Brooksie do góry nogami zorientowalam sie ze to nasza stacja. Wybieglam z metra z butami w rekach i uslyszamal za soba oklaski. Ktos wrzasnal "Idzcie do You can dance! Bedziemy na was glosowac!"
ooooooow :)

W Polsce jak sie uczylam to sluchalam angielskiej muzyki, zeby mi sie slowa nie mieszaly. Teraz przerzucilam sie na klasyke.


1 pazdziernik byl jak wlaczenie trybu "jesien". Skonczylo sie slonce, zaczelo padac non stop i zrobilo sie bardzo bardzo zimno.


Jestem tu bardzo szczesliwa. Chce miec tylko cieple cialo w moim wielkim, miekkim lozku.