Translate

środa, 28 września 2011

Pomisiowo

Po wizycie Misi mam nowe okno w ścianie i wieloryba w pokoju.
Chyba jej sie podobalo, bo powiedziala, ze jesli bedzie miec dzieci to chce, zeby sie urodzily w Montrealu.
Dziękuję Bogu, Buddzie, Mamie Gaji, Sziwie i Krysznie, ze mam takich cudownych ludzi wokol siebie :*

Kiedy w sobote szylsmy sobie wiaduktem nad autostrada w srodku miasta nagle uslyszalysmy muzyke. Poczatkowo nie moglysmy jej zlokalizowac. Wlazlam na barierke i sie wychylilam zeby zerknac na dol. A tu na dole, na chodniku gra zespol - wokalista, gitarzysta, saksfonista, pianista i dziecko z paleczkami od perkusji wali w co popadnie. Wszystko podlaczone pod glosniki. Rozowy rowerek i opuszczony niebieski autobus. Nie ma zadnej publicznosci. Tylko my na gorze. Ale nikt nas nie zauwazyl. Grali totalnie dla siebie, dla fanu, bez cienia zenady - a muzyka cudowna!

Zaluje ze my w Polsce nie mamy takiej brawury, odwagi, ze zawsze sie kitramy - ze cos, ze ktos uslyszy i zle oceni, ze nie jestesmy wystarczajaco dobrzy czy inne glupoty. To jedna z cudownych rzeczy ktorych sie nauczylam w Kanadzie - robic cos z pasja i polotem, nie oceniac, nie bac sie porazki. Tancze teraz codziennie przy ludziach, na zajeciach, sama - wszystko jedno - i chce to robic, to priorytet nr 1 na sciezce rozwoju.

Chcialabym opisac te wszystkie niezwykle rzeczy jakie mi sie przdazyly i przydazaja, ale jest ich tyle, ze nie nadazam.

Mam nieodparte wrazenie ze wokol mnie jest pelno pieknych ludzi, ktorzy sa moja rodzina, wystarczy tylko ich rozpoznac. Ze istnieja polaczenia, ktore staja sie czytelne, jak tylko otworzysz sie i bedziesz uwaznie sluchac.

Wczoraj u mnie w domu swietowalismy zacmienie ksiezyca. Meghan szczelnie zaslonila okna i drzwi w swoim pokoju. Zaprosila swoich znajomych muzykow - spiewali i grali w ciemnosci. Pierwszy raz bylam w sytuacji ze nie ma roznicy czy mam otwarte czy zamkniete oczy - i tak nic nie widze. Przez chwile mialam uczucie ze uposledzenia. Kiedy ludzie zaczeli spiewac nie bylo momentu ciszy przez pare godzin. Jakby sie bali zgubic swoje glosy ktore byly jedynymi punktami orientacyjnymi. Bardzo mocne to bylo. Potem kontakt przy sciecach.

Zaprzata mi glowe bardzo smutna piosenka:
http://www.youtube.com/watch?v=8UVNT4wvIGY&NR=1
"You can get addicted to the certain kind of sadness"

A! Konczac poprzedni watek to Alex wrocil do Stef nastepnego dnia... Nic tylko strzelac do takich...


***





    -> a to moj pokoj:)


środa, 21 września 2011

.CO-ZA-NOC.

Meghan ogolila glowe. Potem ja ogolilam pol glowy. A potem z pokoju wylonila sie Stefanie. Miala jakies dziwne oczy wiec zapytalam czy jej nie obudzilysmy. Ona zatrzelsa sie i zawyla "Alex mnie rzucil" (jej chlopak). Wyciagnela rece do gory, napiela wszystkie miesnie i zaczela spazmatycznie dygotac. Biegiem przylecialysmy z Meghan ja objąc. Ugiely jej się nogi i runęła na podłogę. Jęk i krzyk do niczego nie podobny. Gryzla mnie po rekach i trzesla sie coraz bardziej. Zastygla na dluzsza chwile z obledem w oczach. Wrzasnela ze jej zimno. Meghan przyniosla koldre. Stefanie dostala gorączki i miala potworne dreszcze. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widzialam, bylam przerazona i zafascynowana jednoczesnie. Skonczylo sie nagle - po jakichs 15 minutach. Meghan powiedziala: "Boze Stefanie jakie to bylo zdrowe! Ja zawsze trzymam wszystko w srodku". Stefanie zarzadala papierosow. Wypilysmy whisky i poszlysmy do sklepu po fajki. One spiewaly po drodze, pieeeknie spiewaly. Stefanie chodzila na rekach i robila gwiazdy. Jak sie whisky skonczyla - do baru na shoty, bo w Kanadzie po 23.00 nie sprzedaja alkoholu w sklepach. Wypilysmy za niespodziewane. W domu na balkonie ustawilysmy krag ze swiec i kadzidelek. Meghan grala na gitarze i spiewala piosenke, ktora skomponowala w te wakacje. My tanczylysmy. Ciepla noc. Gwiazdy nad nami. Dziekuje Alex, ze stworzyles nam okazje do takiego niezwyklego intymnego przezycia.

Poczulam troche jak to jest byc po drugiej stronie. Przerazajace bylo jak bardzo ja to zaskoczylo. W ogole sie nie spodziewala. Chciala miec z nim dzieci a on po 4 latach rzucil ja na skypie. I bolalo ja ze nie porozmawiali twarza w twarz. Tak. Oszalamiajace zaskoczenie i zal ze nie odbylo sie to osobiscie. Caly czas jej mowilam ze dokladnie wiem jak sie czuje, ale chyba w sumie nie wiem. Tak czy siak mimo pieknych kobiecych momentow, ta sytuacja rozgrzebala mi duzo. Az ciezko uwierzyc ze minelo juz 5 miesiecy. 2.30 nie moge zasnac.

sobota, 17 września 2011

Dobry dzien

Jeeeej! Zarobilam dzis pierwsze pieniadze w Montrealu! I to bynajmniej nie szorujac gary tylko robiac foty:] So proud of myself;P Freaking awesome! Malarz dal mi $90 za zrobienie 9 zdjec jego obrazow! Najlatwiejsza kasa jaka mnie w zyciu spotkala.

Urzadzilam moj pokoj. Stefanie jest cudowna. Zostaje tu i juz sie wiecej nie przeprowadzam zeby nie wiem co. Jest przytulnie, super blisko od gory Mont Royal. Mam wszystko co potrzeba - z czego najlepsze jest olbrzymie supermiekkie lozko. Ale stwierdzilam ze nie jestem do konca moja mama - druga noc a polowa rzeczy ciagle w walizkach - ona by sie nie polozyla spac po przeprowadzce dopoki by nie wypakowala wszystkiego. A no i pamietam ze mama zawsze mi kazala zapamietac pierwszy sen na nowym miejscu, bo sie spelni - a wiec snilo mi sie ze Bartek odpisal na moje maile.

Umowilam sie dzis na impreze z Kevinem - moim bylym wspollokatorem - uroczym, wrazliwym rzeznikiem, anorektykiem, alkoholikiem o pieknych niebieskich oczach i zepsutych zebach (all in one!). Dlaczego sie z nim umowilam? Bo jakims cudem bardzo go lubie i troche mi go zal. Jak przyszlam (po 20) wlasnie zmienial pizame na ubranie i staral sie ogarnac swiat po grzybach, lazilismy po dachach, potem zabral mnie na charytatywna impreze gdzie zbierano pieniadze dla psa ktory ma raka oka (?!), a potem na afrykanski wieczor w mieszkaniu azjatki przebranej za hiene. Mega. Gdyby nie to ze ja chce byc z Kevinem bratem i siostra a on mnie prawie na kolanach blagal o druga randke (chociaz ja nie wiedzialam ze to byla randka :/ ) i zrywal mi wszystkie kwiaty, ktore spotkal po drodze. Kolejny raz sie przekonalam ze poki co musze sie zadowolic duza iloscia dziweczyn wokol, bo chlopaki zdecydowanie nie chca sie ze mna kolegowac...


piątek, 16 września 2011

Nowy nowy dom

La commune to wymarzone miejsce do mieszkania. Niestety moglam tam byc tylko gosciem przez tydzien. Dzis przeprowadzilam po raz trzeci odkad mieszkam w Montrealu - chyba odzywaja sie geny mojej mamy (tak tylko przypominam, ze jak z nia mieszkalam to mialysmy chyba w sumie z 12 domow). Chyba musi to byc juz ostatnia taka akcja, bo w plecaku zepsul sie suwak, a w walizce wygiela sie raczka.

Nowy nowy dom jest pelen Stefanie - cudownej dziewczyny, ktora poznalam na warsztacie na Lasqueti. Urodzona w Kanadzie z mamy Greczynki i taty Rosjanina, śpiewaczka, tancerka, akrobatka i studentka ochrony srodowiska. Jutro wraca moja druga wspollokatorka, ktorej jeszcze nie poznalam. O Meghan wiem tyle, ze ma wlosy na jeżyka, spiewa ze Stefanie w zespole, zyje ze sprzedawania wlasnorecznie wykonanych lalek i przytulanek i swietnie gotuje. Dom uzadzony troche jak u ciotki klotki ale jest czysto, przytulnie i dobra kreatywna atmosfera. Mamy kota i kanarka. Kot niestety ma raka a kanarek zaczyna spiewac codziennie o 6 rano chyba ze zalozy mu sie szmate na klatke. Jest tez ogrodek, 2 balkony i duzo roslinek w domu. Stefanie jest tak szczesliwa ze sie do niej wprowadzilam, ze na zmiane plakala i skakala z radosci.

W szkole mam 2 kolezanki - piegowata Live z Norwegii i chuda jak patyk Hanne z Ottawy. Jest mega duzo pracy poza zajeciami - co tydzien trzeba oddawac jakies wypracowania. Mnostwo czytania, co zajmuje mi miliony godzin bo moje angielskie slownictwo jest ubozsze niz indyjskie dzicko. Poziom jako taki nie jest wysoki - np. pani profesor nam tlumaczy kto to byl Freud (zajecia dla studentow 4 roku), albo pyta sie czy wiemy co to jest zen. Takze raczej jezyk jest dla mnie wyzwaniem, no i zupelnie inne metody - musze na prawde systematycznie pracowac, nie ma innej opcji.

Wczoraj ogladalam "Piano". Minelo juz 30 godzin a ja caly czas jestem zatopiona w muzyce Nymana, przesiaknieta dreszczem niewypowiedzianych emocji i oblednnie zakochana w podwodnym obrazie Ady na zawsze powiazanej z pianinem w bezgranicznej ciszy. Niesamowicie fascynujacy film. Ogladalismy go na moje ulubione zajecia o niemych bohaterkach w kinie i literaturze. Dopiero teraz zauwazylam ze zawsze mnie pociagala persektywa dlugoterminowego milczenia. Chyba to wlasnie eksploruje w kontakcie.

Dustin nagrywa swoj glos czytajac listy do mnie. Ja sie fotografuje. Tak sie sobie przesylamy w dzwiekoobrazkowych paczkach.

Za duzo czasu spedzam przed komputerem i za malo tancze.

W czwartek przyjezdza do mnie Misia!! Cannot wait!


piątek, 9 września 2011

Nowy dom.

Przeprowadzilam sie. Chwilowo mieszkam w komunie w budynku starego prezbiterium - 12 osob, kazdy pokoj w innym kolorze, mieszanka narodowosci - kanadyjczycy, francuzi, amerykanka, rosjanin, australijczyk i artystyczna aura - tancerze, fotografka, malarka, dziewczyna animujaca kukielki, dziennikarka, barman i kot. Bardzo wyjatkowy dom, piekni ludzie :)

***

A teraz z serii "A to ciekawe! Czyli zabawa w antropologa":

1. Kanadyjczycy bekaja i pierdza bez zenady - przy stole, w samochodzie, w metrze, w saunie - to wszytsko jakos przelknelam tlumiac zdziwienie, ale... w lozku?! Parsknelam smiechem i powiedzialam - "W Polsce by sie to nigdy nie zdazylo". On speszony - "Ale jak to? To w Polsce kaza wam wstrzymywac pierdy? Przeciez to niezdrowo... "

2. Maja w zwyczaju uciac sobie pogawetke z kazdym kogo spotkaja na swojej drodze - z ekspedientka, kierowca autobusu - zazwyczaj jest to small talk ale jesli znajda wspolny temat beda gadac kilka minut na prawde sie angazujac. Raz na niedzielnym targu (swoja drogo kanadyjczycy kochaj targi) spedzilismy pol godziny rozmawiajac o krukach z pewna malarka.

3. Kanadyjczycy nazywaja pierogi "pierogis" i barszcz "borszcz" i bardzo za nimi przepadaja :) Odkrylam juz 2 polskie piekarnie w Mtrealu i 1 restauracje.

4. Kawa jest supertania ($1.5) a ser superdrogi ($5) i nigdy go tu nie kupuje. Mleko sojowe dostepne w kazdej kawiarni zazwyczaj nie trzeba dodatkowo placic.

5. Maja swira na punkcie ekologii i antyglobalizacji. Wszechobecne second handy (nie tylko odziezowe, ale ze wszystkim), segregacja smieci, kompost - rozumiem. Ale szerzy sie tu "dumpster diving"... Co znaczy przeszukiwanie smietnikow w poszukiwaniu jedzenia. I to nie z powodu glodu tylko tak swiatopogladowo ci ludzie nie chca zeby jedzenie sie marnowalo. I to nie sa jakies szalone jednostki tak jak mi sie na poczatku zdawalo, tylko preznie rozwijajacy sie nurt. Mnie osobiscie przeraza.

6. Dziewczyny hipiski nie gola nog ani pach. Ale nie ze tam lekki jeżyk tylko normalnie dluuuugie wlosy ze mozna plesc warkocze. Jak u facetow. Na poczatku bylam w wielkim szoku, ze jak tak mozna, ale teraz sama zapuszczam ;P

7. Na wykladach zawsze ktos ma cos do powiedzenia. Komunikuja to przez podnoszenie reki jak w przedszkolu. Kiedy nie rozumieja to pytaja - nie ma wstydu ze sie nie wie czegos superpodstawowego. Nie ma bariery profesor - student. Moze dlatego, ze w angielskim nie uzywa sie "Pan"/"Pani", nie mowiac juz o naszym "Panie magistrze /doktorze /profesorze". Z jednej strony wiem ze to kulturowe i ze to w sumie dobrze, ale nie moge opanowac mojego wstretnego myslenia ze to hołota i banda niewychowanych idiotow.
p
8. Polowa z przepytanych przeze mnie osob nigdy w zyciu nie jechala pociagiem.

9. Wszyscy jezdza rowerem w kaskach i nie rozumieja w ogole dlaczego uwazam ze to obciach. Przeciez to kwestia bezpieczenstwa!

10. Zbieram pojedyncze slowa jakie rozni ludzie znaja  po polsku: czesc, na zdrowie, kotek, scierka jest mokra, stol z powylamywanymi nogami,  zabcia, smacznego, dobrze, dobranoc, herbata.

To be continued


niedziela, 4 września 2011

Montreal, Tofino.

Meksyk z mieszkaniem. Pomyslalam ze zniose to ze nie mam zamka w drzwiach ani swiatla w pokoju, ze jest wybita szyba w kuchni, ze Havard je zgnile truskawki i przynosi codziennie nowe skarby ze smietnika, a Kevin kazdego wieczoru jara trawe. Ale kiedy moi współlokatorzy w piatek zrobili burde pomyslalam ze mam dosyc. Para sie poklucila. O 4.30 w nocy krzyk, placz i rzucanie przedmiotow przez okno... Takze zwiedzam dalej...

Zaczela sie szkola. Metody nauczania przerosly moja najsmielsze oczekiwania. Na antropologie medycyny trzeba co 2 tyg robic projekt o tym co nas najbardziej zafascynowalo na zajechaich - mozna uzyc dowolnego medium - wypracowanie/ fotoesej / film / rzezba... Mamy przelozyc to czego sie nauczylismy na wlasny jezyk i przemyslec co mozemy z tego co on mowi dla siebie wyciagnac.

Mam metlik w glowie. Miliard spraw do zalatwienia. Przytlacza mnie miasto. Jest bardzo intensywnie. Kazda wolna luke staram sie pozytecznie zagospodarowac. A i tak kiedy mama na skypie zaczyna zdanie od: "Czy zalatwilas ...?" Najczesciej z przykroscia odpowiadam - nie...
Caly czas na kawie. Zle spie. Nie mam kiedy sie o siebie zatroszczyc. Zaniedbalam joge :( Tesknie za Lasqueti. Za nim.

***

Mama chciala troche pejzazu. Moze byc z czlowiekiem?
Tofino.





Mialam taka jazde ze nie wytrzymam tego napiecia, tych emocji. Nigdy mi sie cos tak magicznego nie zdarzylo. Trzeslam sie ze szczescia. Powiedzialam Dustinowi ze w niego nie wierze. Ze to mi sie sni. Odwrocilam sie i poszlam plakac. Podnioslam zlamana muszle. Spojzalam za siebie w poszukiwaniu browowej bluzy i niebieski spodni. Zniknal. Pomyslalam - ok. Wymyslilam go sobie i tak na prawde nigdy go nie bylo. Dlugo to trwalo. Oszolomiona wpatrywalam sie w ten piekny pejzaz i zastanawiajac sie czy oszalalam. Potem zobaczylam, ze jakas baba chodzi nago po plazy. Krzyk i sprint do wody. Rozesmialam sie. Emocje puscily. To nie baba to Dustin.

***


A to moje ulubione.
Potem razem oszalelismy.
Tanczylismy kontakt ze soba i z drzewami.
Odprawilismy rytual leczacy kobiecy i meski pierwiastek we wszechswiecie;)

I Dustin mi spiewal.

"You are forever pure.
You are forever truth.
And the dream of this word can never touch You.
So give up Your attachment
And give up all confusion
And fly to that space that's beyond all illusion".


http://www.youtube.com/watch?v=DA2vzDBWMlY
Slucham sobie przed snem zeby sie dobic Montrealem...

Wiem ze smece. Wybaczcie. Taki czas.