Translate

wtorek, 30 sierpnia 2011

Mtreal vol. 3

Teraz juz zawsze bedzie Mntreal wiec moze zaczne berdziej kreatywnie tytuowac moje posty. Jest 3.18 w nocy. Mam miliard spraw do zalatwienia i zamiast wypoczywac siedze nad zdjeciami. Bardzo nieodpowiedzialnie z mojej strony, ale jakos nie moge ze soba w sprawie dojsc do porozumienia.  Musze znalezc mieszkanie a to nie jest takie wcale proste. Bylam dzis zobaczyc jedno - wlasciciel jest oblesmym starym mega ekscentrycznym astronomem i masazysta, cale dnie spedza w mieszkaniu. Moj pokoj mialby miec okno z widokiem na szara sciane i myszy gratis. Wspollokatorzy powiedzieli mi na ucho ze jesli mam zamiar w mieszkaniu robic cokolwiek innego niz spac to zebym nawet nie tracila czasu na zwiedzanie.
Inne ogloszenie. Mieszkanie wydaje sie super. Duzo ludzi dobra lokalizacja. Dzwonie.
-Polka? Hm... Jestes imprezowiczka? Nie akceptujemy nikogo dopoki sie z nim dobrze nie napijemy.
- Lubie imprezy ale raczej nie pije za duzo.
- A jakie narkotyki bierzesz?
- Hm.. No czasem trawke.
- Ok. Co jeszcze?
- Hm.. No moze grzybki? Ale to na prawde zadko.
- Ok. Co jeszcze?
- To chyba na tyle.
- A  ekstazy?
- No nie. To to nie.
- Oj... To chyba nie jestes osoba ktorej szukamy... Milo bylo porozmawiac. Narazie. Pa.

***

Napisal. Dlatego nie moge spac.

***

MASKA.






***



W tej podrozy malowalam twarz najwiecej razy w zyciu. Bardzo ciekawe przezycie to kiminnymbycie. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

Montreal vol2.

Omg. Koniec kropka. Wrocilam.
...
AAA!!!
Nie chcem...

Bylo cudownie!!!
Bede dalej pisac.
Nie wiem kto to czyta, ale mama z tata czytaja wiec i tak sie oplaca, a mi to sprawia przyjemnosc.

Dorwalam kompa i bede obrabiac foty i sukcesywnie umieszczac je na blogu.

***

Dzieciaki z Lasqueti.













Pewnego wieczoru na Lasqueti zapytalm Marka co jemy na obiad.
- Jelenia. Wczoraj zastrzelilem.
- Dlaczego to zrobiles? Masz tyle jedzenia w ogrodzie!
- On chcial zjesc moj ogrod. Co roku to robia. Nie moge pozwolic na to zeby dowiedzialy sie ze mamy ogrod. Zjedza doslownie wszystko i beda wracac po wiecej.  
...
Pamietasz jak Estarte i Alberta znajdowaly szkielety w ogrodzie? Kazde zwierze, ktore zastrzele zakopuje i sadze na nim nowe rosliny. To moj sekret. Dlatego warzywa sa takie duze i soczyste.

czwartek, 25 sierpnia 2011

My Winniepeg :)

Dziewczyna z ktora jade nazywa sie Jen. Mamy samochod zaladowany po sufit lacznie z tylnimi siedzeniami. Moj plecak podrozuje na dachu przywiazany grubym sznurem, ktory niznosnie klekocze na wietrze. Na noc wystawiamy wszystko przed auto - ona spi z tylu, ja na pochylonym przednim siedzeniu. Jen ma w samochodzie caly swoj dom - przeprowadza sie z Lasqueti do Montrealu, zeby studiowac w McGill. Wiezie ze soba akordeon, gitare, beben, wiolonczle i melodyjke (chyba tak to sie nazywa - takie male pianinko w ktore sie dmucha). Wczoraj w nocy grala dla mnie da wszystkich tych instrunentach (choc nie na raz;P), a ja tanczylam. Ksiezyc prawie w nowiu - gwiazdy obledne. Wogol niekonczace sie prerje.

Dzis przejezdzalysmy przez wielkie pole slonecznikow. Zatrzymalysmy sie i biegalysmy wsrod nich jak szalone - kilka zabralysmy z soba i mamy ogrod w samochodzie:):):)

Winnipeg jest wyjatkowo brzydkie szare, jak na Kanade, to maja bardzi duzo blokow - dokladnie tak jak mialo byc:) My mamy szczescie - spimy dzis u kolezanki Jen w uroczym zielonym domku z czerwonymi okiennicami (jedyny taki obiekt w okolicy). Pierwszy raz od 3 tygodni wzielam prysznic w normalnej lazience. Uzylam wszystkich kosmetykow jakie miala i dostalam swiezy recznik:P Moja radosc nie zna granic.

Z dobrych wiadomosci to dalo mi sie zarejestrowac na przedmioty w McGill!
Z gorszych - mam rozladowane wszystkie elektroniczne gadzety. Telefon to juz ponad 2 tyg, mp3 nie moge nigdzie naladowac bo nie komunikuje sie z makiem - a tu kazdy ma maka, no na promie z Lasqueti rozladowalam baterie w aparacie ogladajac 100 razy zdjecia My love, a ladwarka do aparatu to juz sie bardzo dawno zgubila. Moze nawet nigdy jej nie mialam.. Moze siedzi w mojej walizce w Mtrealu.. Tak czy siak zaluje ze nie mam zdjec z tej ostatniej czesci podrozy.



 

wtorek, 23 sierpnia 2011

Revelstoke

Udalo mi sie spedzic jeden dzien w gorach Rockies. Jest totalnie pieknie. Rzeka z krystalicznie czysta woda o turkusowym kolorze. Wokol wielkie wielkie gory. Mega! Miasteczko jak z filmu amerykanskiego. Niskie budynki, szyldy jak z westearnow, wzdloz miasta biegnie kolej - stare dlugie dlugie pociagi po 50 wagonow.

Zrobie mala podroz wstecz. Wiele ominelam, bo nie wiedzialam kiedy znajde internet.

Na Lasqueti mieszkala 300 osob. Ja zatrzymalam sie u uroczej poetki - Kirsty Elliot - polecam serdecznie jej video http://vimeo.com/10584243. Teksty sa jej i ona czyta, zdjecia zrobila dziewczyna, ktora blya u niej na wwoofingu. Kirsty maluje oczy pylkiem z kwiatow i sama szyje ubranka dla swoich dzieci.
Na wyspie wiele sie dzieje - maja raz w tygodniu piknik artystyczny, warsztaty malarskie, jamy kontaktowe w studiu Marka, market warzywny. Kafejka intrenetowa chwilowo nieczynna. Jeden pub. Dwie restauracke. Kilka standow z ciasteczkami i owocami, gdzie zamiast ekspedientki jest pudelko na pieniadze. Kluczyki do samochodu zostawia sie w stacyjce, rowery bez zapinek. Maja tez Free store - "sklep" gdzie zostawia sie niepotrzebne rzeczy/ ubrania i kazdy moze sie nimi za darmo poczestowac. Kiedy idziesz droga kazdy samochod zatrzyma sie i zaproponuje ze cie podwiezie. Lasy, skaly, ocean, jakody, jeziora, sarny i hipisi.

Zeglowalam po oceanie. Lodka calkiem duza - jak dwa tanga. Mieszka na niej Jonny - 30 letni chlopak, zazwyczaj sam nia plywa. Nauczyl mnie angielskiego slownictwa zeglarskiego. Na obiad byly przepyszte tortille. Dobre glosniki, z ktorych leciala Joanna Newsom "Only Skin".  Ironio. Pierwszy raz slyszalam ta piasenke zeglujac z Bartlomiejem po mazurach. Lezka sie zakrecila.

Spedzilismy 2 noce na dzikiej wyspie Jadedaiah - ludzie, ktorzy tam mieszkali zrzekli sie swoich majatkow i przekazali ziemie panstwu zeby powstal tam park narodowy.
Niebo bylo szalone - tyle gwiazd nigdy nie widzialam. Nie moglam przestac myslec o Bogu jak sie w nie wpatrywalam.

Wypilismy czekolade z grzybkami. Mega intensywne ciekawe poznawczo, urocze przezycie.
Skora ryby w niebie.
Wspolna gwiazda nazywa - nazywa sie Dzwoneczek.
Stworzylismy skrzydla zeby moc sie tam spotkac kiedy bedziemy osobno.
Bylam Plastikowa Maryja a on Jezusem.
Napadlo mnie glebokie wzruszenie nad losem biednego pingwina ktory bez powodu odwraca sie od stada i postanawia popelnic samobojstwo biegnac w pustke lodowej pustyni.
Znalazlam w sobie kruka i nietoperza.
Pomalowalismy sobie twarze na bialo.
Jego dotyk mial postac kolczastych fioletowych lilii.
Klatka zawieszona na niewidocznych sznurkach.
Biegne ku nieskonczonosci.
Poznaje teksture materialow z Twojej wyobrazni.
Zapach palonej zywicy.

Ostatnia noc spedzilam bna Lasqueti na farmie u Polaka - Pan Zbigniew przyjechal tam w 87. Byl dzialaczem Solidarnosci, potem wiezniem politycznym. Po zwolnieniu dostal paszpoty z pieczatka "bez powrotu".

Nauczylam sie skakac z radoski, spiewac i wrzeszczec na cale gardlo kiedy jestem szczesliwa. Wznosic ramiona ku sloncu i dziekowac mu ze swieci. Codziennie rano joga przed posilkiem. Jem surowe warzywa rekami. Kocham i promieniuje pieknym swiatlem:) Juz nie mysle ze na to nie zasluzylam. Wlasciwie mysle ze mi sie nalezy. Ze chyba musialam cos w zyciu dobrze zrobic ze mnie ono tak nagradza:)





poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Vancouver vol. 3(?)

Znowu sama. Znowu w drodze. 12 pieknych dni.
Mega intensywnych emocjonalnie i fizycznie. Bardzo konstytutywnych dla mojego samorozpoznania. Ale jestem pogodzona z tym ze to koniec. Dzis na promie z Lasqueti plakaly 2 osoby - ja i inna dziewczyna. Mi zwyczajnie lzy ciekly po policzkach ale ona szlochala. Zrobilo mi sie jej zal. Podeszlam i przytulilam bez slowa.
Okazalo sie ze jutro jedzie samochodem do Montrealu i mnie zabierze (tak tylko przypominam ze to jedyne 4700km). Az ciezko uwierzyc. Kocham przypadek. Zatrzymamy sie w Winnipeg - jaram sie ojczyzna Guya Maddina:D






czwartek, 18 sierpnia 2011

Lasqueti

Bardzo intensywny tydzien.
Chyba widzialam najbardziej magiczne miejsce na tej wycieczce.
Plaza Tofino pokryta mgla - przybiera najrozniejsze kolory wraz z wedrowka slonca.
Olbrzymie fale. Raj dla serferow.
Zdezenie czlowieka z ta woda daje do myslenia.
Biegalismy nago i wzeszczelisny ze szczescia, ze mozemy tego doswiadczac.
Dustin wtedy powiedial, ze bedziemy musieli kiedys duzo cierpiec zeby zrownowazyc ta dawke radosci ktora przezywamy. Mysle ze jest w tym troche prawdy.
Noc na dziko na plazy w drewnianym tipi - polozylismy na piasku wszystkie nasze ubrania, zeby zrobic izolacje.
Bylo bardzo cieplo.
Kiedy sie obudzilam plaza byla pusta az po horyzont. Zadnych ludzi.


Dostalam mase ciuchow od dziewczyny ktora robila pozadek w swojej szafie. Najlepsza jest zolta sukienka w ktore podobno wygladam jak slonce:)

Wycieczka mi sie konczy. Probuje sie uspokoic to jest dawce ekstramalnych bodzcow.
Wrocilismy na Lasqueti 3 stopami - 3 czerwonymi samochodami. Robie woofing u uroczej rodziny - pomagam w domu w zamian za cudowne jedzenie i nocleg. Wczoraj byl barszcz:) Dustin buduje taras ja bawie sie z dziecmi - Coco lat 5 i Basza lat 2. Wczoraj zabralam malych na wycieczke na plaze - ciagenlam ich za rowerem w specjalnym wozku. Dzis zbudowalismy magiczny domek lego z ogrodem na dachu.

Moj angielski jest niewystarczajacy. Moge sie komunikowac, ale nie jestem precyzyjna i mam wielkie braki w slownictwie. Jednak duzo o osobie swiadczy to jakich slow uzywa, jak komponuje zdania. Tu czuje sie ze stracilam to nazedzie.
Za to codziennie tanczymy. Czuje ze lepiej komunikuje cialem i ruchem.










niedziela, 14 sierpnia 2011

Cumberland

Tydzien na wyspie Lasqueti byl cudowny.
Cos mnie tam ciagnelo i slusznie.
Otworzylo mi sie trzecie oko.
Teraz nie moge przestac tanczyc i emanuje cieplym swiatlem.

Mark - tancerz kontaktu z Toronto wymarzyl sobie zeby stworzyc miejsce idealne do tanca. Dzika wyspa. Parkiet do tanca przykryty drewnianym dachem w ksztalcie skorupy zolwia. Naturalna sauna, 3 jeziora w ktorych kompiemy sie nago. 20 minut pieszo do oceanu i "cywilizacji'. Wszystko co jedza pochodzi z ogrodu. Smieci segreguja - kompost do dolu, papiery pala, a ze zmiazdzonego plastiku mark buduje sciany swojego domu. Ludzie na wyspie zyja w komunach. Wszystko hipisi.

Wczoraj opuscilam wyspe. Pojechalismy na festiwal i wystepowalam w performansie tanecznym.
Bylam ptakiem. Piora przytwierdzone do dloni daly mi niesamowita jakosc ruchu.

Jade teraz do Tofino ogladac drzewa starsze od najstarszych ludzi.

Spotkalam astrologa ktory ustawil mi planety.
Idealistka, dla ktorej wazna jest rodzina dom, natura i ziemia.
Dusza znajduje gleboki wyraz w ciele.

Znalazlam kogos z kim bede kontynuowac podroz. Raczej zostane na wyspach niz pojade w gory.

Jestem bardzo szczesliwa.

Slowo "dziekuje" ma olbrzymia moc.

Jest tak dobrze ze az mysle ze na to wszystko nie zasluguje.

Mam dobre zdjecia.
Obiecuje pokazac ale t jest problem bo nie mam czytnika.

Kocham!






niedziela, 7 sierpnia 2011

Victoria vol. 2

Ilos przypadkow i zbiegow okolicznosci mnie przerosla:) wszysto uklad sie jak najlepiej. Czasami tylko chcialabym byc chlopcem. zeby sie nie bac jezdzic stopem i spac na dziko. spedzilam tu piekny czas. moge powiedziec z czystym sumieniem ze osiagnelam wyzszy level podroznika, bo przestawilam moj umysl z opcji zaliczania atrakcji na opcje siedzenia w jednym miejscu i robienia DOLKADNIE tego na co mam ochote. Jestem strasznie szczesliwa, a kiedy to sie dzieje zaczynam byc zagrozona bo sie przestaje koncentrowac, a to sie zle konczy - zgubilam moja karte kredytowa, ladowarke do aparatu, ladowarke do telefonu i adapter do pradu. ale poniewaz juz tyle wartosciowych rzeczy w zyciu zgubilm to jakos sie specjalnie nie przejmuje. zadne pieniadze nie zginely co najwazniejsze. Jestem rozkosznie nieodpowiedzialna i niezorganizowana, a poniewaz siebie kocham to musze tez zaakceptowac ta ceche. Mysle ze to moze byc jakas choroba na brak koncentracji. Spotkalam kolesia ktory ma to zdjagnozowane ( w ciagu jednego dnia zostawil 3 razy kluczyki w statcyjce po wyjsciu z samochodu).

Kupilam zatyczki do uszu i banki mydlane w pudelku plastikowy opakowaniu w ksztalcie loda i bawilam sie nimi przez caly dzien lazac po miescie bez celu. bardzo lubie sobie odciac jakis zmysl, wyedy wyostrzaja sie inne. ciekawe:)

Tanczylam z hipisami na ulicy z twarza pomalowana na niebiesko do dzwieku cytry i rytmu tamtamow.

Do naszego domku co wieczor przychodza sarny troszke sobie podjesc.

Odbylam wycieczke w lata '30 - zwiedzilam najbardziej niesamowity strych w moim zyciu, gdzie przez 70 lat nikt nie sprzatal. Robilam zdjecia jak oszalona przez 8 godzin.

Wygralam 2 razy w osadnikow z Catanu:)

Jutro jade na kontakt. Nie bedzie komputerka.

Pisanie sprawia mi problem. Musze nadac moim myslom strukture co odbiera im kolor. W ogole sam fakt ze cos musze jest irytujacy.

Pozdrawiam.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Victoria

:) nareszcie udalo mi sie uciec z wielkiego miasta. Trafilam do slicznego domku na przedmiesciach Victorii z ogrodem warzywnym i tarasem. Moj host Tristan jest kosmita - dziecko hipisow, ktore ma niekonczace sie poklady pozytywnej energii. Kupowalam dzis rano dzem, zeby zrobic najbardzej amerykanskie kanapki na swiecie (jam&peanut butter) i sprzedawca powiedzial: o! jaki ladny dzien, idealny na wypad nad jezioro. Pomyslelismy z Tristanem - Tak! Ten gosc ma racje! Zlapalismy stopa za miasto i spedzilismy popoludnie w przepieknym miejscu plywajac, skaczac po skalach wsrod olbrzmich drzew.
Uwielbiam nie miec planu. Wtedy zdarzaja sie najbardziej magiczne rzeczy:)