Translate

wtorek, 27 grudnia 2011

Goście goście

Święta święta i po świętach. Przez 4 dni byli u mnie na raz mama i Dustin co stanowilo dosc egzotyczna mieszanke. Mama przezywa niezly szoku kulturowy, wszystko jej troche u nas smierdzi, ale ogolnie chyba jest zadowolona. Z wrazenia skrecila kostke 2 dnia pobytu idac prosta ulica i patrzac w chmury. Ulubionym zajeciem mamy jest codzienne ogladanie nogi ktora przybriera wszystkie oddcienie szarosci i zieleni. Strasznie sie chichram jak to pisze, a mama z drugiego konca lozka mi grozi ze wystawi mi wstretny komentarz jesli sie nie opamietam. A mówią, że śmiech to zdrowie!

***
Dawno nie pisalam wiec troche sie cofne.

Z Dustinem ostatecznie bylo cudownie i plakalam przedwczoraj na lotnisku jak glupia. Co mam na swoje usprawiedliwienie? Może: kobieta zminna jest? Spedzilismy 12 pieknych dni. Spalismy codziennie do 12 i chodzilismy spac ok 4 rano. Codziennie obowiazkowo joga, masaz tajski, kontakt, zdjecia, wloczenie sie bez celu po miescie w poszukiwaniu magii, ktora Dustin zawsze znajdowal. Byliśmy razem na zajebistym koncercie zespolu St Vincent, ktorego liderka jest reinkarnacja Jimmiego Hendrixa. Jest boginia sexu, gra na gitarze od 9 roku życia. Na koncercie skoczyla w szpilkach ze sceny w ramiona fanow, dala komus z publicznosci gitare do reki i grala na niej jak opetana trzymana na rekach tlumu. Eksplozja energii, ekstatyczny taniec w drgawkach dyktowany przez jej solo na gitarze, orgazm przez uszy. Jak sie skonczylo to Dustin stwierdzil ze nigdy wczesniej nie byl na koncercie, ze ten koncert uniewaznia wszytko co do tej pory widzial. 

Lazac po Montrealu odkrylismy najbardziej odjechany sklep na swiecie. Second-hand + galeria, baza kosmicznych kostiumów z lat '60 '70 i '80. Właścicielem jest uroczy dziadek hipis, ktory nigdy nie wychodzi ze sklepu bo twierdzi ze sensem jego zycia jest rozmawianie z klientami. Na początek poczęstował nas samosami, potem kawa i miętuskiem. Potem zaprosil do zwiedzania swojego gigantycznego sklepu wypelnionego niezwyklymi ubraniami i najdziwniejszymi manekinami oraz zachecil, zebysmy na koniec wskoczyli w 2 metrowa sterte ubran za 1$ ktora wypelniala cale jedno pomieszczenie. Spedzilismy tam rowne 5 godzin i znalezlismy dla mnie sukienke godna gwiazdy filmowej za 12$, buty ninja za 10$, jeansy z krokiem w kolanach 5$ i cala mase ubran dla Dustina, zeby w koncu przestal nosic welniane spodnie dziadka. Czulam sie jak w Akademi Pana Kleksa. Byl tam jeden pokoj od sufitu do podlogi wypelniony czarnymi glowami z najrozniejszymi perukami. Totalny absurd. Miedzy wieszakami krąży ekscentrycznie ubrana dziewczyna z tacą wypełnioną malutkimi filiżankami z cieplym kompotem jablkowym. Najfajniejsze jest ze mozna tam przynosic swoje ciuchy i wymieniac je na inne! Mega miejsce! Planuje miec tam wystawe. 

W najdluzsza noc w roku wracalismy pieszo razem z Meghan i Dustinem z imprezy. Padal gruby snieg i ulice byly pokryte lodem. Szlismy w ciszy. Meghan nagle powedziala ze w takie noce zawsze mysli o swoim chlopaku ktory umarl w wypadku motocyklowym 5 lat temu.  Nagle powietrze ktorym oddychalam zrobilo sie jeszcze bardziej mrozne. Ona opowiadala dalej. Mieli razem pojechac na wycieczke na zachodnie wybrzeze. On motorem cross-canada, ona miala do niego doleciec chyba do Vancouver. Miala juz kupiony bilet kiedy sie dowiedziala. W dniu jego pogrzebu, ktory odbyl sie w Montrealu, poleciala na drugi koniec Kanady i odbyla samotnie podroz ktora zaplanowali razem. Ona mowila spokojnie patrzec przed siebie a ja zaczelam histerycznie plakac. Dustin zapytal czy od tamtej pory z kims byla. Odpowiedziala ze nie, ze nie potrafi sie zakochac, ze nie moze sobie na to pozwolic. Wtedy znaleznismy sie obok wielkiego posągu anioła. Dustin powiedzil ze to wyjatkowa noc i zeby wykorzystala ta okazje i zeby poprosila tego aniola o wszystko czego pragnie. Patrzyla sie dlugo na posąg i nagle zaczela krzyczec: Love! Beautiful people! More Love! And babies! Lots of babies! Płatki śniegu wsiąkały jej w policzki, tak jakby spadaly na nia z nieba marzenia i rozplywaly sie jej na skórze. Potam Meghan ogłosiła że Dustin jest bogiem a ja poslancem kosmitow. 

***

Mama przywiozla zza Oceanu duzo milosci, ciepelka, 3 kilo holenderskich serow i 2 kilo czarnej szwajcarskiej czekolady. Posikaliśmy sie ze wszyscy ze szcześcia bo ser w kanadzie jest najbardziej luksusowym produktem jaki istnieje. Kiedy mama zobaczyla Dustina ozekla, ze wyglada zupelnie jak Bartek tylko starszy i ze jest jej dziwnie z tym, ze jednak Bartkiem nie jest. I oczy jej wychodzily z orbit jak patrzyla, że Dustin je na sniadanie obslizgla zielona owsianke, ktora mama pieszczotliwie nazywa blotem. Nie jest w stanie rowniez zrozomiec dlaczego dziewczyny nie gola nog ani pach. I jakos jej sie to tak w glowie sklada ze wlosy = brod. Wiec chodziaz sprzatalismy dom przez 6 godzin przed jej przyjazdem wyszlismy na syfiarzy. Mimo tych jakze powaznych problemow po paru dniach mam zaczela sie do moich znajomych przytulac i wyglupiac, a na koniec nawet stwierdzila ze są bardzo mili i kochani.

Wigilia byla mega sukcesem. Każdy z 12 gości miał przynieść coś do jedzenia. Ja zrobilam pierogi ruskie, mama rybe po grecku, Dustin gołąbki. I bez fałszywej skromności muszę przyznać, że nasze potrawy byly najlepsze:) Przyszli wszyscy moi najlepsi znajomi. Mama przywiozla z polski oplatek, zademonstrowalysmy o co chodzi z tym lamaniem i zyczeniami a potem wszyscy dzielnie ucelesnili ta tradycje i bardzo im sie podobalo. Poza tym piliśmy piwo, wino i norweską wódkę. Tańczyliśmy kontakt. Oglądaliśmy "Pinę" na naszym wielkim telewizorze i bylo bardzo przyjemnie. Zrobilysmy ze Stef prezenty dla wszystkich. Ona przygotowala sol do kapieli z samodzielnie skaponowana mieszanka zapachow, ja zrobilam komiksy z moimi rysunkami z animacji. Dostalam od mamy piekne kolczyki. Dziękuję wszystkim Mikołajom z Polski!

25 poszlismy na swiateczny jam kontaktowy. Mama oglądała i wzbudzila ogromne zainteresowanie wszystkich panów, a gdyby nie ta skręcona kostka, moze i dalaby sie wyciagnac na parkiet. Taniec to chyba najlepszy sposob na spedzenie I dnia świat. Cudowny sposob na spalenie wigilijnego obrzerstwa. Mam zamiar uczynic to tradycja i co roku tanczyc w Boże Narodzenie (albo urodziny Guni - jak kto woli ;).
25 pojechal Dustin. Wracalam z lotniska o 10 kilo lzejza. Mialam wrazenie ze tyle lez wyplakalam ze zrobilam sie w srodku pusta. Znowu nienawidze mojego wielkiego miekkiego lozka. 

***

Pojechalysmy z mama na wycieczke. Wypozyczylysmy samochod z automatyczna skrzynia biegow tak ze do jazdy wystarcza mamie prawa noga, a lewa kaleka spoczywa na desce rozdzielczej. Jestesmy w Ottawie i jest mega. Objadamy sie pyyycha jedzeniem i intensywnie zwiedzamy, mama w ogole nie marudzi. [ "prawie" usunięte przez cenzurę]. Zapytalam w hostelu do ktorego muzeum najlepiej pojsc. Cholpiec powiedzial ze wszystko tylko nie Galeria Narodowa, bo tam jest bardzo nudo, bo maja tam tylko bardzo duzo malych zdjec. Potraktowalam to jako wyzwanie i oczywiscie ze wlasnie to muzeum dla nas wybralam. Okazalo sie ze maja  tam wszystkich ulubionych fotografów Mariana Schmidta. Byl Ansel Adams, Minor White, Weston, Hine, Dorothea Lange, Irving Penn, Walker Evans i Stieglitz. Obejrzalam wystawe 2 razy i prawie posikalam sie z wrazenia. 







piątek, 16 grudnia 2011

Mogło być gorzej.

Dziękuję za wszystkie maile i komentarze. Jesteście kochani, bardzo mi to było potrzebne.
Jest lepiej! Wypłakałam się, wyrzuciłam wszystko z siebie i trochę puściło. Już nie odliczam dni do końca ze łzami w oczach, a nawet trochę sie cieszę. To wszystko było dlatego, że czekałam na niego 4 miesiace i miałam za wysokie oczekiwania wobec siebie i wobec niego. Ostatecznie przestalam tą wizyte traktować śmiertelnie poważnie i zwyczajnie korzystam z tego, że mam z kim zwiedzać Montreal chodząc za ręce, że dostaję śniadanie do łóżka, że mam się dla kogo być piękna. Uczę się od niego jogi, masażu tajskiego i wegańskiego gotowania. I nie ukrywam, że miło jest być u jego boku i z dumą patrzeć jak wszystkie kobiety miękną na jego widok. I może podgrzało mi się nawet trochę straych uczuć dla niego. Jednym słowem mogło być gorzej ;) Ale jak pisałam poprzedniego posta, bylam na prawdę w rozpaczy i gdyby nie wsparcie przyjaciół i stworzenie jakiegoś dystansu do tej całej sytuacj, to bym mu kazała się zwijać do domu następnego dnia. Także przepraszam za publiczną panikę.

Byliśmy dziś na muzycznym evencie w pięknym lofcie. Ktoś zbudował sobie w mieszkaniu stację radiową umieszczoną w gigantycznym namicie z kolorowych prześcieradeł i zaprasza ludzi na alternatywne radiowe sluchowisko w ciemności z transmisją na żywo. Mega!

W Montrealu czuć już świąteczną atmosferę. Wszędzie sprzedają choinki, na ulicach piękne kolorowe lampki, dzieci śpiewają kolędy śpiewają kolądy, a ja kupuje prezenty. Pierwszy raz Wigilię spędzę poza domem. Będziemy mieć na kolacji 10 osób! Stef, jej tate, brata, dziewczynę brata, Irinę z Rosji, Live z Norwegii, Yan Chao z Tajwanu, mnie, mamę i Dustina. Strasznie się cieszę! Myślę, że te święta dadzą mi trochę dystansu od napinki pod tytułem "wszystko musi być idealnie".




poniedziałek, 12 grudnia 2011

Melancholia

Przez 3 dni siedzialam zamknieta w domu, w moim wyczernionym pokoju i robilam animacje poklatkową na zaliczenie zajec z Northern Canadian Studies. Dziwne poczucie czasu - potrafie godzine siedziec nad kilkoma sekundami filmu. Brak światła. Poprzestawial mi sie dzien z noca. I bylo mi tak dobrze w tym swiecie z papierowych ludzikow. I czulam ze to jest cos co powinnam teraz robic - byc w moim pokoju gdzie jest cieplo, przebywac z Meghan i Stef - z ludzmi ktorzy sa bliscy i wspierajacy, poswiecic sie temu co sprawia mi radosc.

I tak wielkimi krokami zblizal sie ten dzien kiedy Dustin mial przyjechac. A ja robilm sie coraz bardziej nerwowa, wczoraj prawie chodzilam po scianach.

Jedyny raz kiedy wyszlam z domu, przeszlam na druga strone ulicy i poszlam do kina na "Melancholię", chociaż zazekalam sie ze juz nigdy nie obejrze Larsa Von Triera. Glowna bohaterka wychodzi za pieknego kochajacego mezczyzne, ma wielkie wesele i z opisu wszystko wydaje sie jak z bajki, kazdy sądzi ze ona musi byc najszczesliwsza kobieta na swiecie. Z tym, ze ona jest gleboko zrozpaczona, bardzo sie stara sprostac oczekiwaniom rodziny, gości, męża i byc szczesliwą, ale tylko pogrąża się w obledzie.

Siedzialam godzine przed otwartym mailem i medytowalam nad tym zeby napisac do niego zeby nie przyjezdzal. Ale uleglam marzeniu, namowom tlumu, zeby sprobowac siegnac po szczescie. Zeby snic sen, z ktorego sie juz dawno obudzilam, ktory dawno juz zapomnialam.  Mam teraz obcego czlowieka spiacego w moim pokoju, w moim lozku. Nie ma tam miejsca dla mnie. Dusze sie.

Chcialabym sie obudzic i byc w stanie zaprzeczyc wszystkiemu co teraz czuje.

sobota, 3 grudnia 2011

Koniec tortur

Jest 12.00 właśnie się obudzilam i jem frytki w łóżku. Na podłodze morze pamierowych ludzikow, lalek barbie, mazakow, brudnych ubran, kubkow niedopitej kawy i skórek po mandarynkach. Ale jak na dobrej wysokości ustawie miskę z frytkami to prawie nie widzę burdelu, a jak się zasłonię komputerem to już wcale. Wczoraj byl ostatni dzien szkoly. Nigdy w zyciu tyle nie pracowałam, co przez ostatni tydzien sesji. Chyba gorzej czulam sie tylko rok temu jak pisalam prace o smierci, kiedy zygalam ogladajac zdjecia trupow. Moze to taki sezonowy masochizm?

Dzis pierwszy dzien wolnosci. Spalam 13 godzin. Obudzilam sie z dziwnym poczuciem niedowierzania, ze to juz. Właśnie dobiegla konca moja wymiana. Oczywiscie mam wrazenie ze dopiero co sie zaczeła. Bardzo znienawidzilam studiowanie po pobycie tutaj. Nigdy nie mialam tyle bezsensownej, ciezkiej racy co teraz. Mam wrazenie ze strasznie sie nameczylam robiac tysiace kretynckich prac domowych, a poza angielskim to malo czego sie nauczylam. Biedne kadadyjskie dzieci... Maja taki zapierdol i stres przez caly czas... Jesli etykietka "najlepsza szkola w Kanadzie", znaczy ze jest to szkola, w ktorej chce sie wykonczyc swoich studentow to ja dziekuje. Mam inny ideal studiowania i perspektywa powrotu na ikap jest jednym z najbardziej pozytywnych aspektow mojego powrotu do Polski.

Oszczedze opisu wszystkich tortur jakich doznalam w tej sesji, ale o traumie kreceniu video musze napisac. Na moje queerowe zajecia postanowilam zrobic film zamiast pisac 10 stron eseju po angielsku. Z gory zalozylam, ze bede miec problemy techniczne i dlatego podeszlam do sprawy umiarkowanie ambitnie i z duzym zapasem czasowym. Ale tego co sie dzialo, przeroslo moje najczarniejsze koszmary. Mysle, ze wszystko co moglo pojsc zle poszlo zle. Pojechalam z 3 "aktorami" w plener kręcić scene i okazało się, że zapomniałam stopki od statywu. Pomalowalam sie cala fioletowa, obsypalam brokatem i juz mam zaczynac tanczyc przed kamera w roli aliena, a tu rozladowala mi sie bateria i musze nago, cala w  tej mokrej  farbie czekac 2 godziny zanim zaczne krecic. Na 3 minuty udalo mi sie okielznac dwoje / dwójkę (wybierz poprawne) rocznych blizniakow przekonac zeby sie przez chwile nie ruszaly i wtedy kamera powiedziala ze nie mam miejsca na karcie. Przy montowaniu filmu zepsuly sie 3 komputery, na ktorych pracowalam. Po przekonwertowaniu plikow na Maca stracilam 75% jakosci i film wyglada jak kupa. Bedac zalamana efektem koncowym, nie pokazalam filmu w klasie, chociaz pracowalam nad nim 14 dni i 3 calutenkie nieprzespane noce. Teraz oczywiscie mysle ze jestem glupia i przeklinam moja wstydliwosc. Nienawidze tego filmu najbardzoej ze wszystkich "artystycznych" dzialan jakich sie w zyciu podjelam.

O!

Ale jestem z siebie dumna, że załamałam sie dopiero ostatniego dnia, jak wszystko bylo juz gotowe, a nie np przy pierwszych niepowodzeniach. A najbardziej sie ciesze, ze nie zadzwonilam z placzem do Bartka, zeby mi pomogl z Maciem i Final Cutem, chociaz ta mysl kołatała mi się po głowie przez caly dramatyczny czas montowania filmu. Caly montaz zrobilam sama i skonczylam na czas. A to wszystko bylo mozliwe jedynie dzieki mojemu nowemu muzycznemu idolowi - Dimond Rings - przeurodzy, nastoletni gej, queerowy odpowiednik Justina Bibera, ktory spiewał mi do ucha przez wszystkie nieprzespane noce. Nie zartuje na prawde uwielniam jego muzyke! A teledyski sa tak abstrdalne, ze pomogly mi sie smiac w momentach, kiedy chcialam umrzec. (Tata jesli to czyta zalamie sie na pewno).
Prosze oto czego namietnie slucham. Ideał sięgnął bruku. Kocham Dimon Rings!
http://www.youtube.com/watch?v=PbAWDSfRK04 - to moja ulubiona piosenka
http://www.youtube.com/watch?v=FL8r_nrl3iU - tez bardzo super! czy moze byc cos bardziej doslownego, napisanego wielkimi  drukowanymi literami, niz namalowanie teczy na oczach??
http://www.youtube.com/watch?v=4cAqwco49m4 - najbardziej absurdalny teledysk na swiecie i jesli jeszcze sie nie zalamaliscie moim gustem to po tym z pewnoscia sie nie zawiedziecie.

1: 30 caly czas leze w lozku. Moze wezme prysznic 1 raz od 4 dni. Taaak! Oto co szkola robi z ludzmi!

Chce jesc ciasto marchewkowe i pic koltajl bananowy.

Z dobrych wiadomosci to dzis rano dostalam maila od Dustina z potwierdzeniem zakupu biletow lotniczych :) Anioł przylatuje w poniedzialek i zostaje na swieta. To chyba najbardziej romantyczna akcja jaka mi sie w zyciu przytrafila!

***
Greenhouse:


 My roommates przed koncertem :* Od lewej: Stef, Elu, Meghan <3

Dancing Stef

Elu.

Elu

Latam na Brooksie

 ***
 Nasz performance:
 Me & Brooks, by Meghan

Brooks & Meghan 

***
Kawałek mojej wystawy:

***

Miasto:





 Pierwszy śnieg dla Marcina


Drugi pierwszy śnieg dla Marcina (o butach pamietam, beda w nastepnym wpisie)

***
Robie animacje :
 
 Fragment podlogi w moim pokoju (cala tak wyglada)











sobota, 26 listopada 2011

Wracam w styczniu :(

Oficjalnie wiadomo, ze nie udalo mi sie przedluzyc stypendium. Przynajmniej mam czyste sumienie, ze zrobilam wszystko co mogłam. Na poczatku nawet sie troche cieszylam, ale teraz mysle ze to straszna bida. Chodze dzis  caly dzien niezwykle smetna i ze skwaszona mina. A dziewczyny na zmiane mnie przytulaja, masuja i smaruja olejkami zapachowymi.

Wczoraj bylam na najlepszej imprezie w moim zyciu. Moje wspollokatorki mialy koncert w szklarni. Cudowne miejsce - znajduje sie na najwyzszym pietrze uniwersytetu Concordia i jest prowadzone przez studentow. Maja tam mnustwo wybujalych roslin, wszedzie sliczne kolorowe lampki i jest także super tani bufet pełen ciast, ciasteczek, ciastek i muffinow :) Dziewczyny byly cale pomalowane w indiansko roslinne wzory, spiewaly jak zwykle niesamowicie. Meghan znowu zadedykowala mi piosenke. A potem byl jam na klatce schodowej - spiewanie i tanczenie przez pare dobrych godzin. A na koniec piekny chlopiec odprowadzil mnie do domu. :)

Bylam pare dni temu w Ottawie zobaczyc "Pine". Mialam ogromne oczekiwania wobec tego filmu i sie nie zawiodlam! Jest przecudowny. Mam teraz faze ze bede robic w zyciu takie piekne zeczy jak Pina. Pojechalam tam z Hanna, ktora pochodzi z Ottawy. Z kina odebrala nas jej mama, ktora strasznie sie pszejela ze bedzie miec zagranicznych gosci na noc i specjalnie wziela wolne z pracy. Bylo strasznie zimno i pozno wiec mama Hanny zabrala nas na samochodowa wycieczke po miescie. Zobaczylysmy przez okno parlament Kanadyjski, kanał który jak zamarza przemienia sie w najdluższą ślizgawkę na świecie, oraz podstawówkę i liceum, które skończyła Hanna ;) Opowiadała mi, że zimą na wfie wychodzili na łyżwy i jezdzili po slynnym kanale. Hanna jest najwieksza wielbicielką Świąt jaką znam. W drodze do domu powiedziała mi "Oh! Jak bardzo chciałabym sie jutro obudzić i zobaczyć dachy pokryte puszystym śniegiem!" Rano wbiega do mnie do pokoju i piszczy "WIDZIAŁAŚ?!". Teatralnym ruchem odsłania okno, a tam zima. Normalnie wszystko w śniegu :) Tata Hanny byl super kochany i odwiózł nas z Ottawy samochodem do Montrealu (2 godz drogi).

Dzis w domu pierwszy raz zapanował głód i burdel. Mamy WSZYSTKIE naczynia brudne i echo w lodowce. Jem kanapke z koncentratem pomidorowym.

Z okazji zimy kupilam sobie dzisiaj piekne czerwone buty Timberlanda w second handzie za 30 zł :):):)
Modle sie zeby nie mialy grzyba :P

Bylam tez na kiermaszu komiksów i zakupiłam przeuroczą książeczkę dla osób anglojezycznych o tym jak przeklinać po polsku. Załączam zdjęcia. Mam nadzieje, że to legalne :P
http://martaryczko.com/swearinpolish.html
Książeczka by Marta Ryczko:







***


A to zdjęcie zrobiłam jak przypaliłam owsiankę, włączył się alarm przeciwpożarowy i zaparowały nam wszystkie okna. Jest na nim Stef z łapaczem snów przy tylnich drzwiach naszego domu.



niedziela, 20 listopada 2011

Jaja jak berety

Wczoraj znalazlam w skrzynce paczke od mamy. Za kazdym razem jak dostaje paczke mam wrazenie ze sa swieta. Mało jest w zyciu przyjemniejszych rzeczy niz dostawanie listow i paczek. Takze moja radosc nie znala granic, otworzylam ja jak tylko wzielam ja do rak. Dostalam od mamy super ciepla wlochata czapke i 5 stron listu, a od babci najpiekniejszego pen driva na swiecie. Byl nawet mini liscik od Aleksandra o treści: "9 listopada to najgorszy dzien w moim zyciu" - maly dostal pierwsza w zyciu uwage za granie w lapki z kolega na lekcji... Przeczytalm listy siedzac na balkonie w czapce i majac pen drivea na szyji. Cudowne!!!

Meghan opowiedziala mi wczoraj najsmieszniejsza historie na swiecie. Uwazajcie, bo ja sie prawie posikalam jak jej sluchalam. A wiec Meghan dostala kiedys piekne krysztalowe jajeczko od swojej przyjaciolki. Byla do niego bardzo przywiazana i zawsze nosila je ze soba w kieszeni, jako talizman. No ale pewnego dnia wybierala sie na impreze w sukience ktora nie miala kieszeni! Myśli, duma, co tu zrobic, co tu zrobic? Bez jajeczka nigdzie sie nie rusza. I w koncu ja olsnilo! Przecież mam kieszeń - naturalna, biologiczna, w sobie! Tak wiec bardzo z siebie dumna poszla na impreze z krysztalowym jajeczkiem w pochwie. Nie byloby w tym nic smiesznego, gdyby nie to, ze Meghan jak tylko znalazla sie na imprezie, to na smierc zapomniala o jajeczku. Swietnie sie bawila, jadla, pila. W srodku nocy wraca do domy i nagle... Zachcialo jej sie kupe. Ale strasznie, dramatycznie - kazdy ma takie chwile ze jak od razu nie zrobi to koniec swiata. Tak bylo i tym razem. Meghan prawie z placzem wbiela do domu i zrobila najwieksza kupe w zyciu. Ale brzuch ja nadal cisnie, wiec prze dalej. No i wlasnie przy ostatecznym pchnieciu zdala sobie sprawe z nadchodzacej tragedii... Chciala za wszelka cene cofnac ten ruch ale bylo juz za pozno... Plum! Meghan zniosla jajko... Piekny krysztal wyladowal na szczycie monstrualnej kupy i... zaczął tonąć. Meghan zamarla, nie bylo czasu do stracenia, z kazda sekunda krysztalowej jajko nurkowalo wglab kibla. Meghan zacisneła zeby i bohatersko wylowila cenne jajeczko. Dzielna kobieta!

Ktoś mi powiedzial, ze po przeczytaniu mojego bloga ma wrazenie, ze dojrzalam i wydoroslalam. Chyba to nieprawda, bo ciagle smieje sie z kupy. Po mamusi mam takie wyrafinowane poczucie humoru :)

Wtorek to moj wielki dzien! Mam wystawe na uczelni. Zrobilam dzis najpiekniejsze ramki na swiecie. Wtorek jest tez super, bo w koncu zobacze "Pine"!!! Jade specjalnie do Ottawy obejrzec ten film, bo jest jakis festiwal i go pokazuja.

Odkąd jestem w Kanadzie nienawisc do czytania na studiach zamienila sie w nienawisc do pisania. Jak mysle o wypracowaniach po angielsku to z miejsca mdleje. Dlatego zamienilam moje wszystkie eseje na filmy i w zwiazku z tym w ciagu mam do zrobienia 5 prac wideo. I kto wie moze przez nienawisc do pisania zostane jeszcze wielkim filmowcem :) albo chociaz malutkim ;P

Zrobilismy wczorej truskawkowo, mangowo, pomaranczowo, jablkowo, granatowo, kokosowo, sliwkowo kiwaczkowa tarte z bita smietana i cynamonem. Zjedlismy ja rekami. Yuuuuummmmm! Dzis nie moge nawet myslec o niczym slodkim.

Jej!!! Mam 3000 wejść! Chyba musze sie jakos z tej okazji nagrodzic ;)

***

Znalezione w parku











Gotujemy jajka


I pieczemy ciasto



hahaha.

Błogość.

Dobranoc ;P




poniedziałek, 14 listopada 2011

BoBoBoston!

W piatek padalo. Meghan byla stramatyzowana po napadzie na kebeb, ja zaczynalam chorowac. Zaczelysmy ten dzien w moim stylu - ogladanie filmow w pizamach i objadanie sie do poludnia.
A potem dzien w stylu Meghan - wyjela z szuflady 2 pary magicznych teczowych okularow i komplet teczowych swieczek! Teczowe okulary to najlepsza jazda jaka w zyciu miala, lepsza niz narkotyki, bo 2 osoby maja ten sam odlot na raz ;P teczowe okolary rorszczepiaja swiatlo i robia male tecze wokol kazdego zrodla swiatla! Musze przyznac ze taktyka Meghan duzo bardziej poprawila nam humory!

Wyprawa do Bostonu pozwolila mi wrocic myslami do czasow licealnych..
A to dlatego ze w 1 klasie odbylam wyjatkowo podobna podroz do Bialki Tatrzanskiej. 
Mialam jechac na narty, a zamiast tego przelezalam tydzien w lozku z goraczka. 
Tym razem mialam jechac tanczyc przez 3 dni, a przelezalam 2. 
Musze przyznac ze mialam komfortowe warunki do chorowania. Nocowalam u znajomej w dzieciecym pokoju na pietrowym lozku. Jej synek zostawial mi na poduszce czekoladki. A na suficie byly fluorescencyjne gwiazdki :)

Ale i tak bylam podniecona ze jestem w AmerYce i nawet z goraczka udalo mi sie troche polazic po Bostonie i gapic sie na zaglowki plywajace po rzece. Udalo mi sie na nowo przywolac to cudowne uczucie bycia anonimowa osoba zgubiona w obcym miescie.

Najfajniejsza z calej wyprawy byla oczywiscie podroz samochodem - jechalam z 3 uroczymi chlopcami i na kazdym przystanku tanczylismy kontakt (to bylo przed i po tym jak bylam chora). W drodze mielismy burzliwe dyskusje o poliamorii - czyli opcji zeby miec wiele kochanek/ kochankow na raz, zyc w kilku otwartych zwiazkach, kochac jak najwiecej osob sie da (nie chodzi o sex tylko, ale bardziej o relacje). No i odkrylam jak bardzo jestem konserwatywna, bo ten koncept budzi we mnie spore poklady sceptycyzmu... Opowiadal mi moj 40 letni znajomy, ze lezy w lozku ze swoja kobieta i ona mu opowiada jak to jest zakochana w innym facecie, a ten moj kolega zamiast byc zazdrosnym to sie cieszy jej szczesciem - bo on chce dla swojej ukochanej po prostu jak najwiecej milosci. Wydaje mi sie ze koncept jest ladny - ja tam bym chciala sobie umiec tak radzic z zazdroscia. Ale chyba w praktyce to u nich wyglada, ze mnoza w nieskonczonosc plytkie romanse, nie znaja umiaru i nie potrafia nic zbudowac. I ja jednako kocham moje wartosci i romntyczna wizje milosci i wiernosci wobec jednego kochanka (chociaz nie wierze w 1 milosc na cale zycie). 
Z zabawnych rzeczy to spalismy w 1 domu w 8 osob i pani gospodyni (lat 43) i jej chlopak (lat 32) kochali sie pol nocy ale tak ze we wszystkich pokojach podloga sie trzesla i skrzypiala - nie wiem czy bardziej od ruchów czy od krzyków ;) Nigdy czegos takiego nie slyszałam!!!
Tarzalismy sie ze smiechu z reszta zalogi, ale przy zachowaniu respektu zmieszanego z nutka podziwu dla zywiolowosci pary ;)
Bardzo to bylo fajne, ze oni sie tak w ogole nie krepowali. 
Bylo czego pozazdroscic ;)

Wrocilam do Montrealu z taka radoscia z jaka nigdy nie wracalam do Warszawy. To miasto jest takie ladne i cudowne do spacerowania!!! W domu czekaly moje przeurocze wspolokatorki. Zawsze jak mnie dluzej nie ma to mnie witaja brawali, uscickami i spiewami. I tym razem sie nie zawiodlam! Podczas mojej niepobecnosci postanowily cos zmienic w domu zeby byla swierza kreatywna energia i przeniosly stol z kuchni do duzego pokoju. I teraz jemy w salonie a kuchnie przejela kotka. 

Dostalam dzis 2 darmowe bilety do kina, ktore jest na przeciwko mojego mieszkania. Jakos sie tak zlozylo ze nikt nie mogl ze mna pojsc, wiec sie wybralam sama. Darmowy bilet oddalam dziadkowi, ktory nie mogl zrozumiec dlaczego to zrobilam i bardzo chcial mi oddac pieniadze. Film byl straszny - o sekcie hipisowskieh gdzie trzeba bylo zabijac ludzi, zeby sie wzmocnic poprzez swiadome doswiadczanie uczucia strachu. 

W domu zrobilam sobie czerwone kropki na paznokciach i od razu poczulam sie lepiej.

O Boze! I dzis przegladalam album z obrazami nawiedzonego artysty-mistyka Alexa Greya i znalazlam tam obrazek, który mam na drziwach w łazience w moim mieszkaniu w Warszawie! Ten z drzewem pokrytym żyłami. Tyle osob mi mowilo ze to jest okropny obrazek ale ja go zatrzymalam. I jeszcze na dodatek sie okazuje ze to jest ulubiony artysta Dustina!

Hej widze w statystykach bloga, ze mam jakiegos wiernego czytelnika w Rosji... Czy ten czytelnik moze sie objawic? Jestem bardzo ciekawa ;)

A na koniec słodkości, czyli film lego made by my little brother:
http://www.youtube.com/watch?v=FX7R8sy7oNU&feature=colike
-> on codziennie czeka na nowe komentarze wiec jak chcecie mu dodac troche usmiechu to plis wrzućcie jedno lub dwa słówka na yt :*


***


Teczowe party

***


Pierwszy śnieg!









Kontakt w drodze do Bostonu :)















środa, 9 listopada 2011

Co nowego

Obiecalam sobie, ze stane na rzesach, zeby zostac w Montralu na II semestr.
Zamęczylam mailami, telefonami i wizytami  obie panie od wymiany - tą z UW i ta z McGill.
Dostałam rekomendacje od moich profesorów z McGill.
Reprezentowalam UW na targach szkól zagranicznych.
Ale okazalo sie, ze to nie chodzi o to kim ja jestem i co soba reprezentuje, tylko o to, ze musza sie zgadzac cyferki - czyli liczba Polskich studentow na wymianie musi sie rownac liczbie studentow na wymianie z McGill.
Czyli co musze zrobic?? Znalezc w tydzien 2 osoby ktore pojada na wymiane do Warszawy. Mimo mojego codziennego optymizmu, tym razem musialam sie zgodzic ze sprawa wyglada bardzo slabo...
Ale postanowilam ostatni raz sprobowac i rozwiesilam 40 plakatow na kampusie z zaproszeniem na Polski wieczor i darmowe pierogi.
No i tak sobie dzis kleje te pierogi i mysle ze nikt nie przyjdzie, i ze marnuje czas i energie, i ze nawet nie mam ochoty dzis jesc pierogow... a tu nagle... Drrryn! dzwonek do drzwi! I kolejny, i kolejny!
Mialam 6 osob na obiedzie! I wszystkie byly bardzo zainteresowane wymiana! Jedna dziweczyna powiedziala mi ze jutro pojdzie i sie zapisze!!!!!
Bylo bardzo milo i wykrzesalam z siebie najwieksza milosc do Warszawy i Uniwersytetu Warszawskiego, jaką tylko można sobie wyobrazić. A oczywiście zrobilam to dlatego, że osobiście wcale nie chce do Warszawy wracać ;)

Jestem tu najszczesliwsza na swiecie. W zeszlym tygodniu byl festiwal kontaktu - wielka impreza na 200 osob. Zorganizowana w bylym kosciele - wielkie okna piekne swiatlo. Zdewastowalam moje cialo do granic mozliwosci i wygenerowalam niesamowicie plynna i miekka jakosc ruchu. Nigdy mi sie tak dobrze nie tanczylo! Milosc do kontaktu wrocila z wielkim impetem. A najlepsze bylo ze po tym tygodniu totalnej eksploatacji ciala, zorganizowali nam... noc w basenie z goraca woda! Byly tam takie gąbkowe kluski, które sie wkładało pod glowe i kolanka, tak ze mozna bez wysilku dryfowac. I robilismy sobie wszyscy wodne massage exchange!!! OMG! I światło było przygaszone i ludzie pięknie śpiewali, a na koniec zrobiliśmy 3 dłuuugie OM-y. Jakby ktoś z zewnątrz nas zobaczył to by pomyślał, że to sekta ;)
W piątek jade do Bostonu na kolejne warsztaty!

W weekend miałam mój pierwszy performance kontaktowy ever! Meghan była Matką-Ojcem, a ja z Brooksem byliśmy wąsatymi bliźniakami w uroczych złotych cekinowych koszulkach. Wypełźliśmy z jej łona przy akompaniamencie didgeridoo i stoczylismy walke o milosnym zabarwieniu. Wykonaliśmy nasz występ na urodzinach koleżanki - zorganizowała noc performancow w swoim pieknym domu, podczas której występowali wszyscy jej przyjaciele. Cudoooooowne!!!!

Poza tym jestem troche chora. Brakuje mi mamy, ktora by sie mna opiekowalam i robila mi odjazdowe, wileopoziomowe kanapki. Ale postanowilam sie sama o siebie zatroszczyc tak, jakby to zrobila mama.
Zrobilam sobie napoj wrozek i super czosnkowy serek.

Robie praktykę aktywizującą pamięć ciała. Bardzo mocne i fascynujace. Co innego jest myśleć o kimś a co innego kogoś czuć. Umysł tworzy iluzje i fantazje, ciało wiernie przechowuje jakość dotyku najbluższych osób. Niesamowite z jaka intensywnoscia mozna sobie przywolac wrażenie konkretnych ludzi...

Wczoraj Meghan miala nocną zmianę w kebebie i przyszedl jakis typ i probowal obrabowac kebeb. Przystawił jej potłuczoną butelkę do twarzy i powiedział: daj mi pieniądze to cię nie skrzywdzę.
Ona spojrzała mu w oczy, cofneła sie o parę kroków i powtórzyła bardzo głośno to co on jej powiedział - tak, żeby usłyszeli to inni ludzie. Chwyciła za telefon, koles sie wystraszyl i wybiegł.
Dopiero po chwili Meghan zdala sobie sprawe co sie wlasnie stalo i jak bezmyslnie sie zachowala. Gdyby facet był trochę bardziej nawalony i zdesperowany, moglaby dostac tulipanem w glowe i lezec tak nieprzytomna do rana, az ktos przjdzie ja zmienic.
Kiedy nam to opowiedziala (20 godzin pozniej), doszlo do niej jak bardzo byla przerazona. Plakala jak dziecko. Wtulala sie w nasze ramiona i lzy splytwly nam po palcach.










poniedziałek, 31 października 2011

Halloween!

Na dobry poczatek nastawilam sie negatywnie. Po polsku.
Ze to okropne i nie na miejscu, i ze brak szacunku i ze jak tak mozna.
Ale po tym weekendzie musze przyznac ze Halloween to cudowne swieto.
Od piatku do poniedzialku po ulicach chodzily owoce, warzywa, gwiazdy rocka, duchy, transwestyci, zwierzeta, postacie z bajek, sprzataczki, strarzacy, klauny, a nawet bracia Mario - generalnie wszystko co sobie mozna wymarzyc.
Przebiwraja sie wszyscy i nie chodzi o to zeby bylo strasznie, tylko, zeby bylo oryginalnie - najlepiej kostium zrobic samemu. Ja bylam ptakiem, Stef kosmita, a Meghan kowbojem z wystrzalowymi kolorowymi pistoletami.

W sobote bylam na Rocky Horror Picture Show...
OMG! Co tam sie dzialo!!!
Tu jest jakis totalny kult tego filmu.
Wrazenia lepsze niz po wizycie w indyjskim kinie!
Ludzie stali po bilety w najdluzszej kolejce jaka w zyciu widzialam (wyobrazam sobie ze jak u nas po pomarancze za komuny).
Wszyscy poubierani w dziwne stroje (a raczej porozbierani).
Wielki teatr ( jak nasz Polski) wypchany po brzegi potworami.
Sciemnia sie, mysle sobie ze zaraz zacznie sie film.
A tu nagle rozblyskuja swiatla sceniczne,
puszczaja "Thriller" Micheala Jacksona i zaczyna sie trupi taniec.
Z trumny wychodzi przepiekna Drag i oglasza konkurs na przebranie.
III miejsce - pasterze
II miejsce - czlowiek banan
I miejsca - kobieta o 4 twarzach.
W koncu puscili film i okazalo sie ze wolontariusze wyuczyli sie na pamiec rol, stali przed ekranem i odgrywali role poszczegolnych bohaterow.
Publicznosc rowniez pozostawala w stalej interakcji z postaciami z filmu.
Kazdy wiedzial co trzeba robic i krzyczec
Np. jak jest scena slubu publicznosc rzuca ryzem w ekran.
Jak pojawia sie Susan Sarandon trzeba krzyczec - "Sluuuuut!"
I po każdej kwestii Brada wylkinamy go - "Aaaaaaaashole!"
Jak glowny bohater przemienia sie z mumi w czlowieka, publicznosc rzuca papierem toaletowym.
Albo jak zaczyna sie nowa piosenka wszysy wstaja spiewja i tanczya.
O! I kiedy pada trzeba zalorzyc gazete na glowe.
Poza tym przez caly czas urocza Drag komentowala co dzieje sie na ekranie.
Generalnie panowal wielki chaos i bedac "Rocky Virgin" (jak ja), nic nie dalo sie zrozumiec.
Ale i tak ocenilam ten film na 9 na filmwebie, bo jak cos tak dziala na masy to musi byc rewelacyjne.
Ci ludzie, ktorzy wystepowali na scenie i dublowali postaci z filmu to byli zwyczajnie fani filmu, ktorzy to cwiczyli tygodniami i nie zarobili na tym ani zlotowki, tzn ani dolara ;)

Dzis jest wlasciwe Halloween. Dzieciaki przebieraja sie za duchy i pukaja do domow. Za krzakiem czaja sie rodzice, zeby sprawdzic czy dziecko jest bezpieczne. Wszyscy sie bardzo ekscytuja, kupuja wielkie paczki cukierkow, stroja domy w piekne dynie i uwielbiaja jak dzieci do nich przychodza. Cukierki musza byc w papierkach (a nie że home-made) bo sie rodzice boja ze sie dzieci otruja.


Ha! Nawet bylo halloweenowe wydanie jogi!
Robilismy powitanie ksiezyca zamiast powitania slonca.
I nauczycielka nam czytala indyjska przypowiesc o ksiezycu.
O tym, ze boimy sie strasznych rzeczy, w takim samym stopniu, co mysli o strasznych rzeczach.
Że np. Pająk jest tak samo straszny jak myśl o pająku.
Z tym, że myśl jest iluzją i tak na prawdę nie ma sie czego bac, bo obiekt naszego leku nie istnieje.  


Ogolnie mysle ze wszyscy maja dobra zabawe, w cieplej przyjacielskiej atmosferze i wcale to nie jest nasmiewanie sie z naszej tradycji, po prostu jest inaczej. Ale nie maja tu dnia kiedy sie chodzi na cmentarze, raczej wcale sie nie chodzi... A to juz troche smutne...

Troche zdjec z "RHPS":